Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
"Ogrzej moje serce, niech chłód je omija... Niech świat co tak pędzi dla nas się zatrzyma..."

Stare Miasto


"Stare miasto, stare miasto, wiernie ciebie będziem strzec..."

Warszawa. Moje kochane miasto. Moja stolica ;]

Wczoraj kolejna wyprawa. Pobudka o 4:30 (do tej pory nie odespałam, a co gorsza nie będę miała już kiedy odespać...). Jeszcze było ciemno kiedyśmy zasiedli z bratem do śniadania. A potem podróż samochodem na peron. Już świtało. A potem był pociąg. Lubię podróże pociągiem. A od jakiegoś czasu zaczynam nimi jeździć. W przedziale jeszcze dwie starsze kobitki, całkiem sympatyczne. Podróż przyjemna, acz muszę sobie sprawić nowe słuchawki, bo mi ponoć wszystko przez te rozwalone przesłychuje^^' A żeby było wesoło przez całą trasę do Warszawy nikt nam nie sprawdzał biletów. Szkoda, że datowane. Inaczej można by je wykorzystać za dwa tygodnie^^

Po kilku godzinach przywitały nas podziemia Dworca Centralnego. Jego również kocham. Później było metro, a na stacji gościu szukający biletu. No i jak się okazało, rzeczywiście jechał do telewizji. I był pierwszy. Ale za to tym razem spotkałam całkiem sympatyczną babcię klozetową w metrze. Ostatnim razem był straszny dziadek.

Wśród kilkugodzinnego czekania na eliminacjach znów poznałam ciekawych ludzi. I lubię sytuacje, gdy nie trzeba znać człowieka, by z nim normalnie pogadać, powspierać się. Tym razem poznałam dosyć mocno roztrzepaną dziewczynę, której rzeczy pilnowałam i która wyciągnęła ode mnie krzyżówki w ramach treningu. Była też parka z Wrocławia, był gościu obyty z telewizją. Opowiadał o nagraniach z różnych teleturniejów. I był kolejny dowód, że zdecydowanie muszę zmienić zdanie o menelach. Chyba naprawdę coraz to dziwniejsi ludzie stają mi na drodze. Był mężczyzna. Wyglądał jak menel, pachniał jak menel, opowiadał o życiu menelskim, więc chyba naprawdę był menel. A jednak przyznać trzeba, że intelekt straszliwy. Nie było hasła, na które nie znałby odpowiedzi, nawet, gdy zajęty był własną krzyżówką. Naprawdę, dawno nie spotkałam kogoś o tak potężnej wiedzy. Ciekawa jestem czy poradził sobie z tą krzyżówką dla myślących inaczej. Życzę mu, żeby się dostał. Ciekawie by było zobaczyć go w telewizji.

Eliminacje szły długo, ale resztę dnia spędziliśmy bardzo miło. Najpierw wyprawa do centrum i już nie pamiętam w sumie czy to wtedy, czy już później, ale wyprawa do Hard Rocka. I straszliwie sympatyczne kobitki. Za darmo podarowały mi zgubioną zapinkę od broszki. A spodziewałam się, że trzeba będzie ją odkupywać. No i widziałam taką prześliczną bluzeczkę! Tia, ale cena była równie śliczna...^^' Trudno, chyba spróbuję znaleźć kasiorę ;]
I w centrum był obiad. Był kebab, na który miałam ochotę od dnia wcześniejszego. I mojemu towarzyszowi także zasmakowało. Kurcze, jak ja pokochałam od czasu Słupska tę potrawę!^^'

A potem była wyprawa na Starówkę. Chociaż były problemy z dojazdem, tak teraz poznaliśmy tę część miasta bardzo dobrze. Coraz lepiej poznaje to miasto. Na starówce było pięknie. Przeszliśmy spory kawałek Krakowskich Przemieści, a im bardziej przyglądałam się okolicy, tym bardziej latało za mną "Stare Miasto" Lao Che. I poznawałam rejony odwiedzone wraz ze Stadem w lutym ;] Gdy doszliśmy do UW to już rozpoznałam wszystko dokładnie. I przeszliśmy się po miasteczku akademickim, i pod kolumnę Zygmunta... Szkoda tylko, że nie znalazłam Makietki...

"- A tu basen olimpijski
- Nie, tu się kąpał król Zygmunt!
- W sensie Łazienki?"


Ale znalazłam piękny widok na tory, mam sporo zdjęć. I znów pojawił się problem z dojazdem, ale mili Warszawiacy sami się nami zainteresowali i pomogli nam dojechać. Pewien bardzo miły pan sam nas poprowadził później autobusem. Tylkośmy się chyba ciutkę nie zrozumieli, ale to szczegół^^' Przy okazji obejrzeliśmy Grób Nieznanego Żołnierza. A okolice centrum niedługo będę znała perfekcyjnie^^

A potem był powrót. Tylko w tunelach Dworca miałam wrażenie, że wyjeżdżamy już w nocy, ale jednak nie i oślepiło mnie słońce. Ale za to mieliśmy przez prawie całą podróż cały przedział tylko dla nas. Jedynie na końcu przyłączyły się dwie osoby. I taki całkiem ładny chłopak siedział obok^^

Kurcze, z każdą wizytą coraz bardziej kocham to miasto. Kocham tabliczki z ulicami, kocham ukośne spisy trasy, kocham centrum, kocham Centralny, kocham Krakowskie Przedmieścia... I wreszcie się dowiedziałam gdzie tak naprawdę znajduje się palma.
Jeszcze trzeba tylko zwiedzić Wilanów, Pragę i Grochów, to będę przeszczęśliwa ;] I figę mnie obchodzi, że w dwóch ostatnich niebezpiecznie^^'


Ładne było wtedy niebo. Takie... fotograficzne ;)

"Trumna tu luksus...
Zupa na gwoździu też luksus..."


I nie mam zamiaru przejmować się tym, że dziś kończy się Wolność... I że od jutra znów... Nie, nie. Dziś jeszcze mam wakacje. Przejmować się będę od jutra! Nawet jeśli zostało mi już nie całe dwie i pół godziny Wolności...

"Czy w nocy dobrze śpicie?
Czy śmierci się boicie?!"

"Dostępu do włazu My żądamy!!!!"


Avil 31/08/2009 21:44:14 [komentarzy 4] Wypełnij pustkę

"Wyśpiewajmy wolność jak wiatr..."

Jak na załączonym obrazku widać, zmieniłam szablon. Tym razem, choć wiem, że różnic wielkich nie widać, robiony samodzielnie w htmlu. Jeszcze aż tak widać go nie zapomniałam ;)
No i na wstępie dziękuję wielce Uli, że zgodziła się użyczyć swojego zdjęcia na szablon. Musiałam wstawić tory... ;]

Wróciłam z Warki. Prawdopodobnie ostatni koncert w tym roku za mną. To smuci, jednak takie pożegnanie z trasą i tak napawa pyszczek uśmiechem. Było wspaniale. Takiego kopa energii mi było trzeba! Nawet jeśli nogi bolą teraz jak ***lera^^'

Jak się okazało przybyłam ze zbyt dużym wyprzedzeniem i czekało mnie kilkugodzinne oczekiwanie na dziewczyny. Aż przypomniało mi się Kutno i patrząc na starą i ciut znudzoną set listę zaczęłam już podejrzewać, że będzie z niego replay... Na szczęście srodze się pomyliłam i Warka była genialna. W końcu przyjechały dziewczyny. Powitania, a potem wspólne siedzenie i rozmowy. No i wspaniałe pokazy warkowskich tancerzy! Tego nie da się opisać, to trzeba było zobaczyć. W każdym razie określić można to tak: czy pan Edek przypadkiem nie urodził się w Warce?! :D

Z miejscem pod barierkami było ciężko, ale jakoś się dopchać potem udało. Pod barierkami również masa rozmów i relacji, jedzenie ciasteczek i plany festiwalowe. Nie ma co, w przyszłym roku sobie nie odpuszczę! Jedziemy na Węgorzewo lub gdzieś i wbijamy na falę, o! ;]

Potem był koncert K.A.S.Y. I zdecydowanie nie ma to jak robić pogo na "Maczo"! I figę mnie obchodzi, że ludzie się na nas dziwnie patrzyli. Przynajmniej się trochę miejsca zrobiło pod barierkami. Tylko potem zaczęła mnie wkurzać jedna piosenka, którą w kółko grał i po 50 razy jeden refren...

- No, to jeszcze tylko z 50 razy...
(refren mija, zaczyna następny)
- Czterdzieści dziewięć!
(kolejny refren)
- Czterdzieści osiem!
(i tak dalej)
- Czterdzieści siedem!


Innymi słowy nie ma to jak odliczać refreny do końca piosenki. Jednak szanowny K.A.S.A zrobił nam numer i skończył jak byłyśmy około 46 dopiero.
W międzyczasie różne ciekawe konkursy na scenie, sztafety piwne, tańce z gwiazdami... Tylko szanowni państwo nie mieli bladego pojęcia o tangu! A chyba jako taki obraz powinni mieć, czyż nie?^^'

A potem były Wilki. Robert miał chyba zdecydowanie dobry humor, my zresztą też. Po raz pierwszy od dawna zaczęłyśmy skakać od pierwszej piosenki. Ostatnio zaczynało się dopiero od Bohemy. Tym zaś razem przeskakałyśmy niektóre niemal całe piosenki. Przyszedł też "Cień w Dolinie Mgieł". I co ciekawe, na nim też urządziłyśmy pogo podbarierkowe! I chyba to przy nim po pogo zrobiło się ciaśniej, żeby było weselej. Efekt ciasnoty był taki, że trzeba było skakać, nawet jak się już nie mogło. Wspólne wycie, wspólne skoki... Było "Nie zabiję nocy" vel "Nie zawinę w kocyk" vel "Nie zapiję nocy" vel "Nie zabiję w nocy" (^^), na którym Robert uczył się od nas "Jo-ooh!". Był też "Here i am", na którym drugi rząd zaczął wymachiwać zapalniczkami tuż nad naszymi głowami. Wtedy lepiej było nie skakać^^'
Tak, Warka zdecydowanie upłynęła pod znakiem pogo. Najlepiej a zarazem najgorzej było, gdy doszło do Amirandy. Tak, zawsze twierdziłam, że Amiranda dobra do pogo i... jak widać, nie tylko ja. Mili, ciut podpici chłopcy stojący tuż za naszymi plecami postanowili urządzić pogo z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście razem z dziewczynami żeśmy do nich dołączyły. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jeden, mały szczegół. W środku pogo... zleciał mi but^^' I com próbowała go odzyskać już lądował po drugiej stronie i pogował za mnie. Ja zaś, po kilku nieudanych próbach jego odzyskania, z trudem podskoczyłam na jednej nodze do barierek, obserwując jak wytańcowuje moje czarne obuwie. Na szczęście były jeszcze dziewczyny, którym udało się odzyskać mojego buta. Przygoda jednak mnie nie zniechęciła i dopóki piosenka trwała powróciłam w taniec. Niestety wraz z końcem Amirandy chwilowo skończyło się i moje miejsce pod barierkami, które zajęły dwie pary. Na szczęście potem ktoś inny odszedł, więc znów się wbiłam, potem znów jakoś się tasowaliśmy, aż nawet wróciłyśmy z Anyą do reszty dziewczyn. Tymczasem moje miejsce zajęła dziewczyna, którą gdybym nie znała Stada, mogłabym pewnie spokojnie do nich zaliczyć. Nawet mi wody skubnęła^^' W każdym razie szaleństwo koncertowe było wielkie. A na bisie sam Robert zaszalał równo!
Ostatnio były "Bóstwa". Oki, rozumiem. Ale potem znów była norma, więc bardziej prawdopodobne, iż był to jednorazowy wyskok. Tymczasem na bisie przywitało nas... UAYO! Uayo... A ledwom co zdążyła powiedzieć towarzyszce z czym mi się kojarzy ta piosenka... Uayo! Uayo tak naprawdę to chyba od kilku lat nie grali... Było to chyba jednak jeszcze większym zaskoczeniem niż "Bóstwa". Kolejny szok. Robert zaskakuje. W ogóle bis był zaskakujący, tym bardziej, że ciągle zaczynali wstawką z "Son'a...", zmylając mnie totalnie.
Kurcze, teraz to już całkowicie się boję z czym mogą wyskoczyć we Włoszczowej i Puławach^^' Ja ce tam jechać! Pojedź ktoś ze mną!...

Ajć, takiego szaleństwa i oderwania się od codzienności mi trzeba było. Baterie zdecydowanie naładowane pozytywną energią, jeszcze chyba zostało trochę sił od Gdyni. Tak, to było potrzebne. Tym bardziej, gdy już lada moment czeka mnie koniec wolności...
"Wyśpiewajmy wolność jak wiatr..."

A tymczasem cóż? Brzoskwinia mi obrodziła i w efekcie przyniosła chyba co najmniej ze sto owoców, przez co w domu rozpoczęła się masowa produkcja kompotów. Pewnie byłoby to fajne, gdybym tylko lubiła brzoskwinie^^' Czemu to czereśnia nie mogła tak obrodzić?!
A poza tym psy mi dzisiaj pogo urządzały, ratunku!^^'
I jeszcze w Warce zostałam oblana piwem. Tzn. mam nadzieję, że to było piwo. To musiało być piwo... No dobra, jeśli to rzeczywiście piwem nie było, to błagam!, nie wyprowadzajcie mnie z błędu^^' Wolę myśleć, że to było piwo^^'

Avil 25/08/2009 17:53:51 [komentarzy 7] Wypełnij pustkę

"Wybrałem Ciebie bo... tak właściwie, to nie wiem dlaczego Ciebie wybrałem..."

MORZE!

Ach... jak ja straszliwie kocham Wielką Wodę... Niedawno Gdynia, a ostatnio znów wyjazd na plażę ;] Szum morskiej fali niemal natychmiast poprawia nastrój i pomaga zapomnieć... I łatwiej znieść ból... Kocham morski szum, kocham skaczące fale, kocham złoty piasek... Chyba naprawdę wyniosę się kiedyś nad morze, widok pełni nad morską tonią kolejny raz mnie w tym utwierdził... Ja chce nad morze! Ale wreszcie byłam. Po raz pierwszy od już chyba kilku lat... Moja kochana morska Wielka Woda... ;]

A zapomnieć byłoby czasem miło... Znów draństwo zwala mi się na głowę... A ja powoli znów przestaję z tym wyrabiać. Organizm się odzywa. I to owocnie. A jeśli organizm odzywa się owocnie, to jest już bardzo źle. Ale co zrobić? Chyba jedynie można zacisnąć zęby i spróbować przeżyć...

Nie chcę! Kategorycznie i stanowczo NIE CHCĘ tam wracać! Nie chcę! Nie chcę! Nie chcę!... Ale chyba niestety muszę, bo innej opcji nie ma... Tutaj jestem już chyba i tak zbyt spalona... Wstrętne miasto, gdzie nie ma już żadnej norki, w której można by się zaszyć i spróbować jakoś przetrwać ten okres... O szczęściu to już wspominać nie ma co... Ech... I najbardziej to mnie chyba bolą te wszystkie zapewnienia, jak to w końcu miało być dobrze... A figę jest!... I wysłuchiwanie jak to wszystkich ten etap cieszy i jaki to on wspaniały... Szkoda, że nie dla wszystkich... I najgorsze, że w tym wypadku, po tych wszystkich latach trauma zostanie już na całe życie i nie będzie wśród nich tego jednego, pięknego wspomnienia...
I znów dręczą mnie koszmary... Koszmary o szczęściu... Jak ja nie cierpię budzić się z raju... Szkoda, że w rzeczywistości nie mogłabym zrobić takiego numeru... A chętnie poznałabym bliżej tego Barbarę^^ Ale w sumie moje reakcje też były niemal jak prawdziwe... Mimo wszystko powinnam nie cierpieć realnych snów... Są... zbyt piękne... Ja ce takiego Barbarę!^^' xD

I powiedźcie mi czemu zawsze muszę się trzymać w "trójkącikach"? Nie, nie miłosnych, choć w sumie... Przyjacielskich. Bo jak tworzą się grupy znajomych, to bywają czwórki, piątki, szóstki... A ja zawsze muszę wchodzić w trójki! I nie ma w sumie w tym nic złego, bo te trójki bywają piękne... Tylko czasem mam wrażenie bycia tym najdalszym i niepotrzebnym wierzchołkiem... I po raz kolejny chciałabym dla odmiany być parą... I tego mi trzeba straszliwie... Ile może wyć samotnie wilk? Zwłaszcza, gdy obraca się w towarzystwie bliskich sobie par... Ech...

Niech ten tydzień nie mija... Nie chcę kończyć wolności... Nie jestem gotowa na powrót... Nie po tym wszystkim, co się wydarzyło... Nie po tym, czego się dowiedziałam, co przeżyłam i jak się z tym wszystkim czuję... Cała ta sprawa mnie przerosła... I to dziesięciokrotnie... Nie chcę do tego dodawać następnych... Tym bardziej jeśli pewna osoba spełni swoją "groźbę" a coś czuję, że byłaby w stanie to zrobić... A tego to już nie byłabym w stanie przetrwać, mam już dosyć problemów!... Ech, i chciałabym znów kogoś zobaczyć... Wiedziałam, że będzie boleć...

Ale przynajmniej mam jeszcze tydzień wolności. I będzie WARKA! Myśl o Warce trochę mi pomaga, choć i tak ciężko się z doła wyrwać... Ale czuję, że jak zawsze jednak pomoże, choć pewnie dopiero na miejscu. Szkoda tylko, że to ostatni koncert w tym roku... Chyba, że jeszcze coś dojdzie? Może. Ja ce Warkę! Nawet jeśli nasz plan zawiódł... A, i może będę miała jeszcze na sam koniec na pocieszenie Warszawę! ;] ;] ;] Moja kochana stolica. Innymi słowy wzięte z wakacji prawie wszystko, co można było wziąć. I to mi humor poprawia. Może jakoś uda się przeżyć resztę. A dalej się zobaczy.

Avil 21/08/2009 11:45:45 [komentarzy 9] Wypełnij pustkę

"Na zawsze i na wieczność uczyńmy z życia święto, by będąc tu przez chwilę wszystko zapamiętać..."

"Myślami jest blisko do nieba. Co zdarzy się w nas, zostanie na wieczność, pod powiekami chcącego..."

Oj, jest o czym opowiadać, oj jest. Toruń, Gdynia, Gdańsk, Słupsk, Kwakowo... A wszystko w ciągu jednego weekendu. Nieźle, co? Z racji, że co poniektórzy domagają się notki, to wypada opisać ostatnie wydarzenia, choć na pisanie chyba jeszcze za wcześnie dla mnie, ale trudno. Ostrzegam, że będzie długo, bo i dużo się wydarzyło.

Zaczęło się w czwartek we Wsi udaniem się na dworzec po pewną Wilczycę. Oczywiście informacja mnie wkopała i podała inne stanowisko tośmy się ciut wyminęły, ale jakoś się znalazłyśmy. Powitanie, a potem podróż do mnie na chatę. Szkoda tylko, że nie było jak obserwować tworzonej przeze mnie demonstracji kasowania biletu, ale patrząc po Gda chyba efekt był^^. Potem obiad i dłuuuuugie rozmowy na kanapie. Rozmowy o wszystkim i o niczym, a jednak takie ważne... Przeglądanie zawartości komputera, zdjęć ze zlotu i odkrywanie wielu nowych informacji. Ciekawe, czy nasze domysły są prawdziwe. Potem jeszcze inne różności i kolejne długie rozmowy do 4 w nocy...
(o wódce na imprezie Limonki)
- No i nie było czym jej popić, to się zagryzało limonką...
- LIMONKĄ?!!!
***
- No to oczywiste, że jak u mnie spał to był bez ubrania! (...) No, w sumie to ja też byłam bez ubrania... [tylko w piżamie]

Miło, że nie jestem jedyną, której w takich porach najlepiej się rozmawia.
Jednak spanie trzy godziny przed TAKIM weekendem nie jest dobrym pomysłem, nawet jeśli moja senność nie jest ode mnie zależna. Acz ciekawie obserwuje się śpiące osoby, zwłaszcza, gdy wyglądają, jakby śniły o tym, o czym się wcześniej z nimi rozmawiało^^ A po śniadaniu wpadłyśmy na wyjątkowo idiotyczny plan, który w dodatku postanowiłyśmy zrealizować. W międzyczasie zabawa w tworzenie ideału, a potem podróż do Lill w celu... nie, tego naprawdę lepiej nie pisać xD A w ogóle siem pochwalem, żem wykombinowała jak się dostać od Lill do miasta, ha! I nawet dobrze wykombinowałam. Potem spacer po centrum, telefon, zwiedzanie Magicznego Miejsca i plany, gdzie wbijałaby się pewna osobistość, gdyby z nami była^^' No, i słynne pierogi. Nie, nie, nie, nigdy więcej nie zamawiam więcej niż 5, o!^^' A Pepsi wyglądała na litrową, a nie 0.5. No, ale jakoś sobie poradziłyśmy. Po powrocie rozgryzanie sprzętu, zapoznanie Wilczej Siostry z twórczością i moim cudnym tłumaczem i kolejna noc spędzona na rozmowach...

A potem była sobota. Była droga samochodem i wyszukiwanie piosenek, które nam się kojarzą. I w końcu była Gdynia. I był dół straszliwy, bo trudno, żeby było coś bez jego towarzystwa... Ale nie byłam w nim sama... I to było chyba najdziwniejsze... I było morze... Słodki szum fal, za którym tak tęskniłam... Słodki zapach słonej wody, który samym swym widokiem mimowolnie poprawiał nastrój... Była plaża... I były prześladujące mnie krzyże, których w końcu nie znalazłam... Była muszla klozetowa i występ... Był długi spacer... Tak potrzebny, by minęła złość... Z czasem przeszło, acz myślałam, że takiej sytuacji już nie będzie... A jednak pewnie dotknie mnie boleśnie nieraz... W każdym razie była pizza i przesłychy o wypadku, były koszulki... A potem wyprawa na dworzec i spotkanie z Wilczymi Siostrami oraz po chwili z Wilczym Bratem. Sklep, spacer po mieście, a potem scena. Scena na plaży! Wśród cudnego, morskiego piasku... Pod barierkami jak zawsze było wesoło, zabawy w piasku, kopanie "bariery" i kopców dla większego wzrostu...

Poznanie nowych twarzy i wilczych dusz, powitania ze znanymi już sobie...
- To on?
- Co ty! Za przystojny!

Wspólne siedzenie, zakopywanie się, zakopywanie butelki^^ chęć picia i żarty na serio... No i tzw. "przerwa na toi-toi"^^' Podziwianie koszulki, kolejne powitania... A potem już pod barierki w oczekiwaniu na koncert... W międzyczasie szanowny towarzysz wybył na scenę i oczywiście o mało co nie podpalił mi koca^^'
- To nie może być to!
- Ej, ale jak to się nazywa?
- Nie, nie, to nie może być przecież to...
- Ale co to?
- Czy to jest to o czym ja myślę?!!!
- Tak, to jest to, ale jak to się nazywa?!!!
- BÓSTWA...!!!

Tak, drodzy państwo. Zagrali "A moje bóstwa płaczą"... Kurcze, już dawno nie czułam się tak jak wtedy... Wciąż jestem w szoku... Przypomniał mi się Beniamin z Kongresowej, ale nie, to było zupełnie coś innego... Takiej ciszy i takiego wrażenia chyba jeszcze nie było... Kochany Robert jak zawsze zaskoczyć potrafi...
Było naprawdę pięknie, jak zawsze fajne towarzystwo, można było powyć... Po koncercie próba dostania się za kulisy, rozmowy z Leszkiem i Hubertem, podziwianie pełni na plaży... Potem spotkanie reszty Stada i wspólne udanie się na dworzec. Nocna podróż kolejką do Gdańska, wspólne rozmowy i komentarze smsów... A potem był Wrzeszcz i dołączył do naszej trójki (bo zostało nas właśnie tyle) kolejny towarzysz. Wspólne udanie się do sklepu, słuchanie rozmów, a potem wspólne siedzenie przy słodkim blasku luny...
- Ty tak nie mów, bo dziewczyny będą się bały moich znajomych!
****
- CH*** ci w d***!
- Nie próbuj mnie udobruchać!

W oryginale chyba inaczej ten tekst leciał, ale sens podobny. Były rozmowy, było opieranie się, a potem droga na tramwaj. I więcej nie mam zamiaru prowadzić niezbyt trzeźwej za rączkę!^^'
- Czy ty masz świadomość, że oni nas tu zostawią?!!!
- Hahahaha!

Na szczęście nas nie zostawili i potem udało nam się uzyskać wspólne tempo. I były tory! Ajć, ja chce jeszcze raz! Było pięknie... A potem siedzenie we trójkę na przystanku lub raczej obok i oglądanie się za niewłaściwymi tramwajami... Aż w końcu udanie się na bastiony. Mały spacerek, zejście w dół i przez niewielki otwór prosto w nieposkromioną ciemność, której nie da się opisać słowami. "Toaleta", a potem kocyk i w śpiwory.
- Zdejmijcie ze mnie kebab za złoty dziewięćdziesiąt pięć!
Oj tak, było ciekawie^^ Były ciekawe teksty, były ciekawe sytuacje. Była jedynie obawa, że zgubimy poczucie rzeczywistości i obudzimy się za trzy tygodnie, a wśród świata będzie krążyć wiadomość "troje fanów z Wilczego Stada" zaginęło po koncercie w Gdyni". Albo do tego czasu uznają nas za zmarłych. W sumie było to prawdopodobne, zważywszy na to, iż nikt nie odpisywał i nie mówił do nas^^' Ale cienie mieliśmy. I w ogóle nie ma to jak szukanie kościoła w towarzystwie "grzesznicy" i demona^^' I nie będę mówić głośno, kto wychlał nam całą wodę, chociaż miał ją tylko schować^^' Tylko, paskuda, nie chciał z nami jechać do Kwakowa!
W każdym razie znalazłyśmy dworzec i udałyśmy się pociągiem (a znaleźć właściwy nie było takim prostym zadaniem!) do Słupska. Oczywiście w pociągu musiały być przygody i trafiłyśmy na pociąg wypchany po brzegi... kibicami^^' Miejsc zero, tlenu zero- prawie jak po Bemowie! Ale przeżyłyśmy. Samochodem do Kwakowa, a tam spotkanie i rozmowy z dziewczynami. Ruchome barierki, wpisy do notesika... A potem drugi koncert, a na nim problemy techniczne
- Nic się nie stało! ***lera, nic się nie stało!
Było alternatywne "Słońce..." i był EKRAN! Po tylu koncertach wreszcie znów ujrzałam ekran! I była szmata! chyba nawet lekko ją umyli. I Robert zaczął gadać na koncertach! Ach!
A po koncercie czatowanie pod płotem i rozmowy z Panem Edkiem. Wspólny posiłek, a później udanie się już w drogę powrotną...

Było jak zwykle przepięknie i magicznie... Wielkie dzięki wszystkim, którzy byli... Było wspaniale... I mimo wszystko cieszę się straszliwie, że to wszystko się wydarzyło, nawet jeśli parę rzeczy rzeczywiście było niewłaściwych...
A poza tym nie będę pokazywać palcami przez kogo mi się wkręciła Pidżama w Porno lecąca na zmianę z Lao Che :P
"Tak naprawdę ważna jest tylko chwila... Ta chwila Miła czasem to błąd..."
Może rzeczywiście błąd i gdy czar wygaśnie będzie bolało straszliwie, ale trudno! Jeśli ciągle jest źle, to czemu miałam choć przez tę jedną chwilę nie poczuć się, jakby było dobrze?

Avil 12/08/2009 21:16:08 [komentarzy 3] Wypełnij pustkę


O sobie samej...

Nosiła czarną koszulę, miała oczy pełne łez, a na imię jej było Avil... Pełno było takich miejsc, w których chciałaby być... Płakała z deszczem i nocą, szukając swoich gwiazd... Pytała wciąż o to samo...
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... Gdzie jest mój dom... dom... dom...
Lato wybuchło miłością i biegła odtąd jak biała, szalona wilczyca... Lecz siły coraz mniej miała w drodze we mgle... Może kiedyś pójdą razem szukać nowych gwiazd... Pytając wciąż o to samo:
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... gdzie jest nasz dom... dom... dom...


"Wiec zostaje tylko to..."

2013
Grudzień
Listopad
Maj
Kwiecień
Luty
2012
Grudzień
Październik
Sierpień
Kwiecień
Luty
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Ksiega przemian

Zostaw odcisk łapki


Fajnie, ze jestescie...

blog Lill
blog Ulki
blog Czarnusi
blog Ani M
wilki
więcej wilków
jeszcze więcej wilków
pomóż ratować wilki!
WILKI- zespół
Wilcze Stado
War&Love- strona Roberta G.
Stadne forum
Strona Moniki G.
MADAME
Przystań Ocalenie
blog Nuteczki
blog Doroty
blog Ziema