Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
"Ogrzej moje serce, niech chłód je omija... Niech świat co tak pędzi dla nas się zatrzyma..."

"Daj mi mrok i świt jaśnieących zórz..."

"Tak jak w kinie
Polećmy aż do gwiazd
A tam na dole niech
Wyścig szczurów trwa..."



Wspomnienia... Wiele wspomnień... Kilka chwil zachowanych gdzieś w sercu, nawet nie umyśle... Najmniejszy gest, najcichszy szept, najlżejszy dotyk... Wzrok... Kilka miejsc, kilka chwil... Kilka zdjęć... To zdjęcie... Wciąż do niego sięgam... Z każdą chwilą przekonuję się, że to zaszło już chyba aż zbyt daleko... Zbyt daleko, by móc tak łatwo zrezygnować... A ty dajesz wciąż nadzieję... Zbyt zwodniczą... A ja zaczynam w nią wierzyć... Zwłaszcza biorąc pod uwagę rozmowę z Nim, który coraz bardziej przekonuje mnie, że jednak mógłby mnie popierać w tej sprawie. Pytanie tylko, czy dobrze odczytuję Jego odpowiedź, albo raczej brak odpowiedzi na przeciwne pytanie. To zbyt skomplikowane jak na mnie. W każdym razie pewne jest jedno- potrzeba zgody i chęci Obu, ażeby sprawa zakończyła się pomyślnie. Nie mam pojęcia co myśli ani Jeden, ani drugi. Nadzieja zbyt ulotna i zwodnicza. Pytanie czy warto jej zaufać?
A spełnienie wizji byłoby piękne... Wizji coraz więcej, myśli coraz insze... I jedna, taka piękna. Połączona z obecnym wielkim pragnieniem. Tak piękna, że aż chciałabym, żeby prawdziwą była... Ale nie ma co się łudzić, w obecnym czasie jest raczej nie do spełnienia, więc... Ech, nie ma co się na to nastawiać, i tak będę musiała tu zdychać czas długi... A wystarczyłoby mi jedno słowo, a walczyłabym wielce... No nic, lepiej nie brnąć dalej w ten temat. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt "Miasta w chmurach" w głośnikach^^'

"Nie chcę wiedzieć co mają inni...
Nie chcę znać twardych życiowych rad...
Idę sam, jeszcze niewinny...
Patrzę jak znika mój stary świat..."



Wizja miasta D w państwie D z Osobnikiem *.? Deutsche, Deutsche, Liebe Deutsche ;] Wizja miasta D możliwa jest, z resztą nie wiadomo. Acz bardzo spodobał mi się pomysł wyjazdu z zestawieniem takowych osób. Druga część grupy niezależna ode mnie, ale w sumie też byłaby ciekawa. A gdyby się tak z owym towarzystwem wziąć udało... ;] Deutsche, Deutsche, Liebe Deutsche ;] Aj, byłoby ciekawie, byłoby ciekawie :P Tylko nie wiadomo czy wypali, a poza tym na tak dużo ekipę raczej nie będzie możliwości... a szkoda. Pożyjemy- zobaczymy. Chyba, że nas wcześniej zabiją, ale to inna bajka. Oj, ale gdyby tak dało radę... ;] W każdym razie o jedną osobę bym się chętnie biła :P

No i można by się od razu wyżyć i usunąć z organizmu nagromadzoną złą energię. Kur! Jak mnie ta kobita wkurrrrrr.....za. WRRRRRRRRRRRRRR!!!!!! A interpretacje wierszy są beznadziejne! Jak pisze, że kwiatki rosną, to skąd ja niby mam wiedzieć, że to wojna idzie?! No, nie wspominając już o sytuacji z nadinterpretacją i groźbą więzienia. Zabijacie sztukę. Nawet jeśli do mnie tego typu sztuka nie przemawia zdecydowanie.


A tymczasem, jeśli nie można liczyć na teraźniejszość, pozostaje już tylko odliczać czas: 2 tygodnie, 4 tygodnie, 5 miesięcy, 2 lata i pięć miesięcy. Ja ce wakacje. Może będzie miasto D. I zlot. I koncerty. Ech, wytrzymać trzeba. Jeszcze tylko 2 i pół roku. Jeszcze tylko dwa i pół roku...

Avil 30/01/2009 16:30:54 [komentarzy 11] Wypełnij pustkę

"W oczach mieć cały świat..."

W rękach miseczka lodów. Ich rześki, chłodny smak. W głośnikach nagranie z Kongresówki. Przed chwilą obejrzany reportaż i zapowiedzi nowych płyt. I "Beniamin". I znów wspomnienia z Kongresy i stulone Stado niemal z łzami w oczach. A w szafie czarnych koszul blask. Jeszcze miesiąc. Niecierpliwią się jak ja. Jeszcze tylko miesiąc i kolejny pochód czarnych koszul na Warszawę. Z zeszłego roku wiele WSpomnień. Wiele pięknych chwil. Ja chcę do WaS. Tęskno mi za WSpólnym wyciem. Ale już nie długo. I już nie przyjmę opcji, żebym nie mogła pojechać! Jedyna dobra rzecz, która może się w najbliższym czasie wydarzyć (a czy miesiąc to taki najbliższy czas, to wiecie...). Ale jeszcze tych kilka dni. Jeszcze wcześniej ferie. I przywdziejemy Kokainę. Przywdziejemy Watrę. A jeszcze kiedy indziej przywdziejemy tą od Indian. Wiadomość o bogatej trasie koncertowej i odwiedzeniu miejsc, w których od paru lat nie byli, a mieli napełnia mnie zdecydowanie nadzieją i chęcią do życia. Są te nieliczne chwile dla których się żyje. Może odwiedzą te kręgi, w których obecnie mieszkać jeszcze muszę? Ale i tak liczę, że w tym roku uda mi się być na większej ilości koncertów. I znów będzie szaleństwo dusz. Ja chce już! Ja ce do WaS!


Zdecydowanie mniejszym optymizmem napawa mnie myśl o chorobie w mej rodzinie, możliwe, że uwarunkowanej genetycznie. A co wiąże się z tym dalej... no wiecie... Nigdy nie wiadomo z takimi... A skoro ją to dosięgło...
No nic. Lody zjedzone, WSpomnienia wciąż w głowie. A ja muszę wciąż zostać tu gdzie jestem... Ostatnie rozważania o chęci zmiany otoczenia nie były jednak zbyt dobre- zachęciłam się ostro do tej myśli... Mogłabym iść już teraz, zaraz... Ale co to da, skoro i tak te głupie dwa i pół roku będę musiała tu zdychać nadal?... I raczej żadna zmiana się nie szykuje... A szkoda, spodobała mi się wizja Gdyni... Cóż, po rozmowie z rodzicielką mam coś w rodzaju obietnicy, że jak wygram w totka milion to się ze mną przeprowadzą. Chyba zacznę grać w totka. Bo innego sposobu na szybkie zdobycie kasy raczej na me możliwości nie ma. No, chyba, że napad na bank, ale o tym ciiii. Hmmm... W sumie... Zawsze byłby jeszcze jeden powód, żeby się skontaktować Olssonem, choć zdaje się, że się raczej z interesu wycofał. Choć zacznijmy może od podstawowego pytania- czy on w ogóle jeszcze żyje? Choć bardziej przydałby się kontakt z jego zdaje się, że żoną, która też nie wiem czy jeszcze żyje. Ja naprawdę mogłabym pisać magisterką o Syndromie Sz. Albo cokolwiek o nim. Dziwna jest psychika ludzka.


A w przypadku mojej psychiki jak widać zdecydowaną rolę odgrywa pora dnia. Odkryłam, że najlepsze zwierzenia i myśli na tematy arcytrudne i skomplikowane, głównie uczucia, najlepiej myśli mi się... o północy. Bo zdaje się, że wtedy też, gdzieś o tej porze wspomniałam pewnej damie o moich spostrzeżeniach względem pewnego dżentelmena. A ostatnio właśnie o takowych porach doszłam do zasadniczych wniosków odnośnie mego życia. Ba, ja do tych wniosków dochodzę od paru lat i jakoś dojść, albo raczej przyznać się do nich nie potrafię. Potrzebuję kogoś, z kim można o północy pogadać na tematy bardzo trudne i poważne. Nie wytrzymam. Z czymś takim nie da się zasnąć.


Coraz bardziej boję się, że po ostatnim spotkaniu nie potrafię Ci już spojrzeć w oczy... Czy to strach, czy to lęk, czy może.... Ech... Jedno jest pewne- możesz dać mi wiele. Myliłam się, wcale się tak od siebie nie różnimy. Tylko ja wciąż nie potrafię Ci tego ukazać...
Heh, ale grunt, że wtedy nie uciekłam^^' A myśl taką miałam^^'


W oczach mam cały świat...

... W Twoich oczach...


Avil 26/01/2009 20:56:16 [komentarzy 10] Wypełnij pustkę

"Już czas iść się bić za WASZĄ I NASZĄ KREW!!!"

Powoli czuję się prześladowana. Przepraszam bardzo, do małej manii prawo mam, więc wolno mi wciąż przesłuchiwać soundtrack w połączeniu z twórczością Muse'ów. Ale, że mi kurcze na przerwie w szkole wyskakują z "Supermassive Black Hole"?! To już chyba przegięcie! *padłam trupem* Ostatnie miejsce w którym mogłabym się spodziewać usłyszeć owy utwór. No, i skojarzenia oczywiste^^' Zwłaszcza w dobie oglądania po kilka razy sceny baseballowej^^ No nic. A żeby było jeszcze weselej, chyba nawet tego samego dnia, względnie następnego siedzimy z Dor w czytelni (Net nam kur wyłączyli, to została jedynie inteligentna rozrywka w postaci pasjansa, ale to tak btw.) W każdym razie siedzimy w tej czytelni i któż wchodzi? Kobitka z całą "Zmierzchową" serią w ręce i wdzięcznym pytaniem, czy ktoś chce. *padła trupem po raz drugi*. Kurcze no ludzie, wy to potraficie być na miejscu. A czytelnia to już całkiem zabija. Jak nie owa seria, to kopia pewnego pana siedząca na drugim krańcu sali. Ech...
Coraz bardziej interesuje mnie zakup płyty wyżej wymienionego zespołu. I załatwiłabym sobie soundtrack ze "Zm", ale bardziej mnie jednak interesują utwory, które zostały na oficjalnej płycie pominięte. Bu. Ale odkryłam już z czym mi się pewna melodia tak mocno kojarzyła. Cały czas mnie zastanawiało podobieństwo do "Dumy i uprzedzenia". Po przesłuchaniu kawałka tamtego stwierdzam, że miałam prawo mieć takie skojarzenie. Jak widać nie tylko fabułę opierali. Acz i tak mam ciągle wrażenie, że jeszcze o coś innego chodziło, ale nie mam bladego pojęcia o co. Tak czy siak- kocham muzykę filmową. I tchnęło mnie na melodramaty. Chyba tyczce-romana takiej jak ja wypadałoby chociaż jakiś taki typowy obejrzeć. Kawałek onegdaj Wichrowych Wzgórz, które nota bene całkiem całkiem były, chyba kiedyś obejrzę w całości. Ale przez to wszystko i powiązania muzyczne będę musiała sobie obejrzeć Dumę etc. Tak. Muszę znów dać odpocząć psychice. Totalna laba w weekend, bo zwariuję. Siadam wygodnie z Dumą, może wreszcie Wilczym DVD, a kiedyś dłuuuuuuuuga, co najmniej godzinna, najlepiej dwu kąpiel. I dużo piany. I ładna muzyka w tle. Ech. Załatw mi ktoś sdt z tego "Zmierzchu", ale taki pełny-pełny. Z uwzględnieniem głównie tych wątków melodyjnych.


Życie toczy się dalej swoim torem. Dwa i pół roku. Wytrzymać trzeba. A potem poszukiwania i mam nadzieję, że uda się gdzieś osiąść na stałe. Już św. Augustyn, a z nim możliwe, że nawet wcześniej i Platon, twierdził, że wszystko ma swoje miejsce, do którego dąży. Odnośnie oskarżeń, które często padają pod mym adresem, że niby ucieczka itp.- czy jest czymś złym, że i ja pragnę odnaleźć to swoje miejsce w świecie i jeśli wiem, że tu nie czeka mnie już nic dobrego, chcę poszukać tego miejsca gdzie indziej? Czy to takie złe, że i ja pragnę poczuć trochę szczęścia i wolności? Że chcę chociaż spróbować? Jeśli tak sądzicie, to tylko pozwolę sobie zwrócić uwagę na fakt, iż ostatnim razem, gdy chciałam zmienić środowisko, a sporo osób mi odradzało, a żem to jednak uczyniła, to przez dłuższy czas nie było źle. A tych kilka chwil spokoju nawet nie wyobrażacie sobie jak wiele znaczy. Więc czy to naprawdę takie złe, że chcę swojej szansy? Jak się nie spróbuję, to się nic nie zyska, czyż nie?
Coraz bardziej wszystkie ścieżki zwracają się ku jednemu obszarowi... Gdzieś, gdzie jest choć mały cień, choć malutka...malusieńka... mikroskopijna... ale zawsze... szansa. Tylko szansa ta wcale nie musi się spełnić... ale jest chyba największą ze wszystkich nadziei, gorzej tylko jeśli nie wypali, ale na razie nie ma co o tym myśleć. Wszystkie ścieżki zbiegają się ku jemu... i ku miastu jego... Kto wie, może kiedyś... A może Gdynia? Podoba mi się wizja samotnych spacerów po plaży... Kojącego szumu fal... Wilgotnego piasku pod stopami... Tęskno mi do Świnia... Do dawnych dni... Jeszcze trochę... Nawet jeśli plany się psują... Kiedyś musi być w końcu dobrze...

Avil 22/01/2009 20:55:44 [komentarzy 8] Wypełnij pustkę

"If I could sleep forever..."

Drugi raz w ciągu jednego tygodnia na tym samym filmie? A jednak. I wcale nie żałuję. Jednak za drugim razem stwierdzam, że nie jest tak miejscami przynudzający jak z lekka mi się zapamiętał. A może teraz bardziej zwracałam uwagę na szczegóły, o których czytałam? Choć i tak się błędów nie dopatrzyłam. Ale za to znalazłam moment, w którym Musy grały. No, scena baseballowa od razu zyskuje rumieńców ;] I jakoś nie mam ochoty rezygnować z trzeciego seansu, skorom już była wcześniej nań umówiona. W każdym razie padło mi chyba na mózg równo, mania chwilowo i te sprawy, bo aż mam naprawdę wielką ochotę sięgnąć po... książkę. Tak, nie macie wady wzroku, naprawdę tak napisałam. yyy...ja tak napisałam? Naprawdę ze mną źle... Jak widać zasada zainteresowania filmem ciągle żywa. Ale naprawdę chyba spróbuję sobie załatwić tę książkę, bo ze względu na kilka spraw i moje zboczenia zawodowo-psychiczne zdecydowanie bliska mi się zrobiła ta fabuła. Choć jak powszechnie wiadomo książka nie musi być już taka fajna. Acz to nie Sienkiewicz.
Co do słów pisanych, to nie jest to w ostatnim czasie jedyna twórczość, którą muszę się bliżej zainteresować. Zdecydowanie muszę sobie przybliżyć wiersze Stachury. Piękne są, mamy bliski sposób myślenia... Szkoda mi go, pewnie byśmy się dogadali... Acz to odrębny temat, teraz nie chcę go poruszać... Hmm...*zerka na leżącą obok pracę* choć w sumie... to pod jego natchnieniem powstała moja chyba najlepsze praca plastyczna, jaką stworzyłam. No nic, zostawmy dziś ten temat, do dłuższa opowieść z nim. W każdym razie- niech mi ktoś załatwi tomik jego wierszy! Na imieniny na przykład.
W każdym razie jest też zła wiadomość dla tych, którym serce poczęło bić szybciej na wieść o tym, że Avil chce się wziąć za tak znienawidzone słowo pisane- nie będzie miała kiedy się za to wziąć, bo jej każą Szekspira czytać. No tak, liryka, epika i dramat. Nieźle się złożyły. Ale i tak chyba spróbuję przebrnąć przez wszystkie;] I trzeba się rozejrzeć za płytką Musów, ciekawi są. A czy to przypadkiem nie na Black Hole znajdował się "Assassin"? Hmm...


Zdecydowanie muszę się stąd wynieść... Za dużo tu Ich... Jeśli kogoś rzeczywiście tak interesują moje powody, to na listę może sobie wpisać zbyt duże ryzyko spotkania kogoś, kogo się zdecydowanie spotykać nie chce. I w dodatku ryzyko bardzo często się spełnia. Ech... potrzeba więcej miejsc i chwil, gdzie można być sobą, gdzie nie ma Ich wzroku... Gdzie nie sięga jad, a rany przestają kłuć... Każda przyjemność potrafi stać się torturą... Ale nie, są chwile, których mi nigdy nie odbiorą, o!... Jeszcze tylko trochę...
A taka szansa, jakiej zawsze chciałam, taka sytuacja... już się raczej nigdy nie przydarzy... Nie ma co patrzeć na marne postaci fikcyjne, nie ma co marzyć... Teraz to już za późno... Ostatnia z tych er i raczej nic się nie zmieni... I może dobrze, bo żeby zmienić, musiałoby znów być tak jak wtedy, a tego nie chcę... I tak jestem Mu straszliwie wdzięczna, za wszystko... Acz i tak nie zmienia to faktu, że nie jest łatwo od tak rzucić w kąt coś, o czym marzyło się całe życie... Ale teraz, to już chyba nawet nie warto tego ruszać... Kto wie, może przyszła era z drugiej strony mogłaby się tak zacząć? Może... Jedno jest pewne, tak czy siak brakuje mi już sił, by na to wszystko patrzeć... By wciąż być zostawianą, by patrzeć na takie sceny, słuchać takich rozmów... By słyszeć tych kilku słów... Słów, które wciąż zadają ból... I to wielki ból... Potrzebuję choć chwili wolności... Każda taka chwila jest ważna... Potrzebuję życia... Potrzebuję Bliskich... Potrzebuję Ciebie...

Avil 17/01/2009 14:25:00 [komentarzy 22] Wypełnij pustkę

"Lew zakochał się w owcy"

- Lew zakochał się w owcy...
- Głupia owca...
- Masochistyczny lew!


Filmowo. Zdecydowanie filmowo. A szczególnie wilkołaczo i wampirzo z naciskiem na to drugie. Aż mi się Wrocek przypomina, ale nie o tym teraz. W każdym razie niedawno obejrzana "Krew jak czekolada" o której chybam się w końcu nie napisała. Długo oczekiwana i szczerze z lekka czegoś lepszego się spodziewałam. Ale nie jest źle. I tak lubię za wszystko co związane. No i "Krew..." wyjaśniła wiele ciekawych rzeczy, ale to nie teraz. Poza tym parę innych i aż podejrzenia o twórczość Zimmera w soundtracku jednego z nich. Kurcze, muszę chyba sobie zrobić listę filmów, które muszę w końcu obejrzeć i które chce obejrzeć jeszcze raz. Do czego to doszło...

Ale wracając do tematu i nagłówka- dziś zdecydowanie o jednym mi pisać. Mania na punkcie "Zmierzchu" ciągle żywa. Odbiło mi. Kolosalnie mi odbiła i poszłam na spontan (kurcze, muszę to częściej czynić). Po kilkukrotnym obejrzeniu trailera i opowieściach o książce bardzo chciałam obejrzeć. Odwaliło mi i niemalże wyszłam w jednej koszuli, polazłam do kina i po pięciu minutach siedziałam już w sali. (no, w praktyce wyglądało to trochę inaczej, ale zamysł był bliski). Nikt iść ze mną nie mógł, tom polazła sama. I w sumie nie żałuję. Fakt, spodziewałam się jak w przypadku "Krwi..." czegoś więcej, miejscami się zawiodłam... ale za resztę są plusy wielkie i zyskany sentyment. Za całą otoczkę przyjemnej samotności, za soundtrack (właśnie dowiedziałam się, że Musy są na st! jaki ten świat mały- parę dni temu się strasznie nimi zainteresowałam)... za fabułę, za scenę akcji... Muszę przyznać, że w pamięć się mi wrył. W praktyce czysty romans, z horrorem raczej to to niewiele ma wspólnego. Może jednak nie będę od razu rezygnować z tego gatunku (początkowo niepewna byłam do samotnej wyprawy wieczorem do kina na horror). A właściwie piękny był... Momentami niezły śmiech na sali (dosłowny!), momentem napięcie wzrosło, ale kina akcji zdecydowanie z tego nie zrobili. Mimo wszystko i tak to lubię. I idę jeszcze raz. Ktoś chętny się tym razem dołączyć?
Z opisu nie wyszedł pięknie, mi pewnie bliski stał się przez osobisty odbiór i kilka bliskich rzeczy... Lecz nic nie zmieni faktu lekkiego smutku w sercu na widok jednej sceny i sytuacji... I nawet nie chodzi o romans... Wizja szczęśliwych ICH... Coś, czego zawsze pragnęłam... Ech, nie ważne... Może kiedyś... Znając moje szczęście pewnie i tak prędzej czy później będę musiała się wynieść i szansa będzie nowa... Szczerze powiedziawszy nie miałabym wiele przeciwko... Zawsze może się zdarzy taka sytuacja jak tam... I wcale nie chodzi mi o siedzenie koło wampira!^^'
Zdecydowanie filmidło mi na mózg padło i zapomniałam już chyba, że takie wspaniałe nie jest. Otoczka została. Otoczka spokoju, samotności acz bliskości, braku zmartwień... Tak, potrzeba mi takich wypraw... A po obu mych stronach zakochane parki... Jedyne, czego mogłoby mi wtedy być szkoda, to że nie było ze mną jego...

Wczoraj/dzisiaj wyprawa do Warszawki. Nie dane mi było pójść gdzie pragnęłam, ale i tak choć jeden wzrok dał uczucie. Choć maleńkie. Choć maleńki. I bardzo adekwatna reklama obok. Naprawdę kocham to miasto, zawsze się znajdzie COŚ.
Wieczorem wizyta w telewizji, znajomy teren, jeszcze bardziej znajomy blok i sufit. Z atrakcji wieczoru spotkanie Vadera, co nieźle na duchu podniosło. Szkoda tylko, że to nie moją rękę całował. Byłoby ciekawie. Potem studio, zajęcie miejsc. W końcu według zeznań świadków podobno było mnie widać. Kurcze, a pytałam się, czy tam jest kamera^^' I tak nie wiem o czym ględzili przez tę godzinę, ale jakoś się udało nie zasnąć. Ciekawie się zrobiło na koniec- fotki i autografy od Lisa. Chociaż coś co chyba naprawdę kocham. Zawsze ostry zastrzyk adrenaliny. I dobrze!

Miał być jeszcze jeden aspekt, ale nie wiem czy już zdążę go opisać i czy notka nie będzie za długa. W głośnikach utwór znaleziony między st "Zmierzchu", acz chyba do niego nie należy. I tak ładne.
Byle do lutego. Byle do połowy lutego. Jeszcze tylko miesiąc. I to dokładnie miesiąc. Dwa i pół roku, chyba, że średnia znów się spełni. A jego, to już w ogóle nie jestem w stanie zrozumieć...

Avil 13/01/2009 20:38:18 [komentarzy 12] Wypełnij pustkę

"Assassin is born!"

I kurcze, chciałam już parę dni temu napisać ładną notkę, ale czasu brak... A teraz? Teraz się kurcze CAŁE życie wywróciło do góry nogami przez jeden kretyński pomysł...


IDIOTKA! KRETYNKA! DEBILKA! *chciała więcej epitetów, ale przez chwilę wypadły jej z głowy jakieś w miarę cenzuralne, które można by tu podać*

Świetnie! Lepiej już sobie tego nie mogłaś urządzić! Wielkie gratulacje!... I co z tego, że zamiar był w miarę dobry? Znowu wszystko schrz******e, nawet jeśli część odpowiedzialności ponosi ktoś inny... I nie, nie będzie teraz łatwo się wygrzebać z tego, kretynko! Sama jesteś sobie winna, o!

Wesoło to z tym nie jest... Ja już sama nie wiem co robię, co powinnam zrobić, co czuję ani nic... Jedna wielka pustka... Jedna wielka pustka i ciąg wylewanych łez, przez dwie zasadnicze sprawy zlane w jedną... Zdecydowanie mi to nie pomoże na ostatnich zmartwień ciąg... Czuję się naprawdę fatalnie, tylko już nie wiem z czym mi najgorzej... Jeden wielki padół, jeden wielki ciąg złych zdarzeń... A każda decyzja sprawia, że jest coraz gorzej...

A serce jest naprawdę głupie... A moje to już w ogóle... Nie mówiąc o tym, że strasznie szybkie... TERAZ mu się zebrało na takie wywody?!!! Było mówić szybciej, bo teraz to już trochę za późno... Tylko, że ja chyba naprawdę chcę ten kierunek... Ale on bez szans, zwłaszcza teraz... A obecna szansa? Nie wiem, jak na razie to ta szansa wcale nie wygląda na szansę... Tylko wszystko zepsuła... I w dodatku odczepić się chyba sama nie odczepi... A ja z każdą chwilą już na samym początku czuję, że to nie to... A przeczucie rzadko się nie sprawdza... Kto wie, może to są jednak jedyne oczy, w których mogę się zatracić... "Twoje oczy będą zawsze... Będą zawsze, tak już było!..." ... Wszystko się skomplikowało jak nigdy... Aż całkiem straciłam ochotę na to spotkanie... I nawet "Assassin" przestał cieszyć... Nawet "Watra" przywołuje skojarzenia z NIM... A w dobie ostatnich wydarzeń, jeślibym miała iść w tę stronę, to trzeba by rzucić tamtą drogę... Ale nie wiem czy bym umiała... Czy bym... chciała... To jest chyba zbyt głębokie, a jakoś coraz mniej dostrzegam szansę w nowej drodze... Za to stara bez chęci ICH nie będzie mogła się nigdy spełnić... Ktoś będzie przez to wszystko cierpiał... Na razie cierpię ja... Obawiam się, że to nie koniec...

"Niewiele pamiętam, upadam byle gdzie..."

Zdecydowanie upadam... I w dodatku "Lecę, bo wciąż kocham Cię..." Tak, Gaweł, Ty naprawdę potrafisz być adekwatny... Zwłaszcza jak w zasłuchaniu pewna dama poczęła śpiewać, a pierwsze wyśpiewane słowa brzmiały "Kocham Cię"... Tia... Coś mi mówi, że cała ta sytuacja uświadomiła mi ku komu tak naprawdę się tylko skłaniam... I o kim być może powinnam zapomnieć... Byłoby korzystne to dla wszystkich... Choć nie wiem czy dla mnie... Nic już kurcze nie wiem... A najbardziej nie wiem co teraz robić... Nawet zagłuszanie ryku łez przestaje przynosić ukojenie... Coraz bardziej zaczynam chcieć, żeby obecne jednak nie wypaliło... Może się mylę... Naprawdę już nic nie wiem...



Wszystko wciąż przypomina CIEBIE... Czy potrafię to przerwać?...

Avil 9/01/2009 17:14:30 [komentarzy 2] Wypełnij pustkę

"Twoje oczy będą zawsze... Będą zawsze... Tak już było!"...

No i wypadałoby opisać także i sylwester, bo sytuacja warta słowa. Przez ostatnie wydarzenia i nastrój wyjątkowo podły na początku nawet nie miałam zbytniej ochoty iść... Ale nadzieja na poprawę nastroju spełniła się. Tak więc po małej pomyłce przy drzwiach przywitał mnie komitet powitalny w postaci Rudki, której wyjątkowa radość i zbytnie zainteresowanie towarzyszącemu mi workowi zostało szybko wyjaśnione- Chlib! Ostatecznie wylądował dość wysoko w obawie przed zbytnim entuzjazmem Rudziołki.
Całej imprezy opisywać już nie będę, bo opowieść byłaby długa, a czasu jest niewiele. W każdym razie towarzystwo udane, a czas nie zmarnowany. Słuchanie muzyki, zabawy kajdankami, stuki z Szafy, wielce ciekawa gra komputerowa, Kelner i "prawa fizyki" (Fizyka to ZŁY przedmiot!), żużel... Z początku wiadomo kto zajmował ostatnie miejsce, acz szczęście zgodnie z przypuszczeniem przyniósł tor z wyjątkowo wdzięczną nazwą, zwłaszcza w obliczu dojadania lodów z cy... toplazmą? (a czegoście się spodziewali dając mi takie lody i ustawiając mnie na takim torze, hę?). No, i przy okazji wyjaśnił się prawdziwy powód zakupu kapeluszy. Potem był film, później szampan i pokaz fajerwerków na balkonie. Na końcu był Ghost, wdzięczne ochrzczony "romansem". Może od razu komedia romantyczna? No nic, acz lepiej nie oglądać tego w okolicach 3 rano. Nocy się niestety zarwać nie udało, a było w sumie całkiem blisko, bośmy w efekcie rozmów wszelakich wylądowały gdzieś koło 5 wśród pościeli. Początek opowieści o dniu poprzednim oraz o stanie nie najciekawszym psychiki.
A potem był ranek. Była Ruda, która naprawdę lubi deptać mi po nogach. A poza tym to naprawdę nie ma to jak zacząć nowy rok od rozmowy o... przebudzeniu się w zakopanej trumnie. Co uważam na ten temat powtarzać nie będę, acz temat do śniadania miałyśmy naprawdę ciekawy, a z biegiem rozmowy stawał się jeszcze ciekawszy. No nic, potem wypadało wreszcie sobie pójść i z dudniącymi miskami przemaszerować po przystankach. Przy okazji porobiłam kilka wdzięcznych fotek ulicy, z Chlibem w roli głównej. Może być ciekawie.

Ogólnie jest już lepiej, acz wizja powrotu w miejsce nienawiści wcale nie napawa entuzjazmem... Zwłaszcza w obliczu kiepskiego stanu psychiki... No nic, trzeba przetrzymać... Jak zwykle... Ech... już potrzebuję przerwy... A do połowy lutego nie zanosi się na żadną odskocznię... Byle do lutego... Byle do lutego...

Sporo filmideł w ostatnim czasie. Wreszcie dorwałam "Krew etc", acz niestety zawiodłam się trochę na niej... spodziewałam się czegoś więcej... Ale grunt, że się nastrój polepszył.
Wzięło mnie na Madame, wzięło na WT, a przed chwilą znów mnie ruszył Syndrom sz. Jeśli poszłabym kiedyś rzeczywiście na psychologię, to miałabym o czym napisać tę magisterkę. A co do studiów to naprawdę coraz bardziej zaczynam zastanawiać się nad obraniem innego miasta za miejsce kształcenia. Przynajmniej w efekcie byłoby to chyba kształcenie pod szerszym względem... Jedno jest pewne- potrzebuję stąd uciec... (i w tym momencie w głośnikach "Uciekaj stąd!". R. naprawdę potrafi być adekwatny)... Wyrwać się muszę... Dłużej to już nie wytrzymam... Potrzebuję choć trochę bliskości... Za dużo wrogów, za dużo jadu, za dużo cierni, za dużo bólu... Jeszcze dwa i pół roku... Byle do lutego... A potem kto wie? Może właśnie MW?... Choć... No właśnie, jest jeszcze jeden szczegół... a może raczej "szczegół"...

Coraz bardziej boję się, że rzeczywiście mogłam wtedy stracić... Teraz to sama nie wiem... Wyciąganie dobrego przywróciło mi pozytyw, ale tamta rozmowa... Choć ponowne przejrzenie nie brzmi już tak źle... Może nie ma być... A może to znów ten sam efekt? Wyrzut po pięknie?... Za dużo pytań, za mało odpowiedzi... Raz jestem wrogiem, raz przyjacielem... Zdecyduj się...

Avil 4/01/2009 21:19:13 [komentarzy 5] Wypełnij pustkę

"I my tak samo wędrujemy wciąż..."

Trochę wydarzeń w ostatnim czasie było, więc wypadałoby wreszcie coś naskrobać i to opisać. Kilka chwil, które powinny być piękne i magiczne, a tymczasem przeplatane było tak przykrymi chwilami, że aż umknęło z nich chyba całe piękno... Podły nastrój czarnych chmur wciąż wisi gdzieś w powietrzu, łzy czekają w głębi oka, by wreszcie ujść na świat... Dawno już nie czułam się tak fatalnie, jak w ostatnich dniach... O ile kiedyś żaliłam się, że jest źle, tak wyobraźcie sobie, że było co najmniej 10 razy gorzej... A psychika upada całkowicie, a padnięta psychika nosi ze sobą tylko coraz gorsze nieszczęścia... Na przykład całkowite skopcenie szansy, na którą tak długo czekałam i która była taka ważna... Ech, ale dobra, teraz nie o tym chciałam. Nie będziemy wspominać tamtego dnia... Nawet jeśli tamten ból wciąż oddziałuje na resztę życia... I zepsuł największą nadzieję... Nie teraz, teraz spróbujemy jeszcze odtworzyć wspaniałe wydarzenie, nawet jeśli cudem nie było... Tak, przez to wszystko pozostały już tylko najczarniejsze wspomnienia i myśli... No, ale dobra, przejdźmy do przyjemnych tematów, na nieprzyjemne jeszcze przyjdzie czas...

Swoją drogą chyba doszłam do wniosku czemu było nie do końca jak być miało- właśnie włączyłam "Brata..."- wydaj jego zabrakło w czasie podróży. Przecie wyprawa do MW miała się rozpocząć tą piosenką. Następnym razem trzeba naprawić ten błąd (bo mam nadzieję, że jeszcze będzie jakiś następny raz...)...
No, ale dobra, nie ważne. Przejdźmy do miłych rzeczy. Na miejscu zaczęło się od poszukiwań światełka w tunelu. Na szczęście tutejsi nie szczędzą pomocy i pokierowali mnie w stronę miejsca spotkania. Mimo przybycia na ostatnią chwilę byłam gdzieś z minutę lub dwie przed czasem. Jednak minuta owa nie starczyła na zakup baterii, gdyż po chwili odezwał się głos komórki. Mimo wszystko dziwne uczucie, zobaczyć na ekranie tych kilka liter. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż przez cały wieczór poprzedni, od czasu telefonu, błądziłam cały czas z przerażeniem i pytaniem "co też mi strzeliło do tego łba, że chce tam jechać?" No, ale było już za późno na wycofanie się. Kilka kroków na przód i zobaczyliśmy się. Powitanie, propozycja zakupu trunku zakończona brakiem pokrycia, aż w końcu decyzja na "pójście przed siebie". Kilka zdań o tym, że jest źle, albo raczej KIEDY jest źle. A po jakiś dwóch, trzech krokach spotkanie znajomej, później kolejnej i jeszcze następnej. Przeglądanie zdjęć w dokumentach oraz prawie zwinięcie portfela. A biorąc pod uwagę ilość spotkanych znajomości przemyślenia na temat "A jest tu ktoś kogo nie znasz?". A potem już dłuuuuuuugi spacer przez miasto. Błądzenie bez celu przed siebie, słuchanie różnych opowieści, rozmowy. Uciekający obiad, alternatywne występy RG, branie kataru... Podziwianie "wspaniałych" pomników artystycznych, kanału płynącego w obie strony... W efekcie spaceru poznałam chyba wszystkie tutejsze miejsca do picia.
A potem poszliśmy do fortu. Na początku dłuuuuugie schody, brama, przy której padł aparat (on chyba naprawdę źle wpływa na mój sprzęt elektroniczny!). Idąc dalej słuchanie o dachu i tamtejszym widoku, na który w końcu szybko zdecydowaliśmy się wejść. No tak, oczywiście moje obawy się potwierdziły, kiedy dotarliśmy do ściany. "I Ty myślisz, że ja się tam wdrapię?", podczas gdy myk myk- towarzystwo było już na górze. No nic, pomijając spódniczkę i śliskie kozaki, wejść nie było aż tak trudno. Z lekką pomocą u szczytu jakoś się wdrapałam. Potem droga wiodła wyżej, kilka schodków i przed siebie. Na miejscu było rzeczywiście pięknie. Widok całego miasta, z mgłą u szczytu. Naprawdę szkoda, że padł aparat, widok był wspaniały. IMR... Staliśmy tak chwilę, na murku lekki lód, szron czy czym to było... (szron? aż mi się przypomniało dzieło na szybie samochodowej) Rzeczywiście brakło jeszcze śniegu... Było pięknie...
Większy problem pojawił się za chwilę. Wróciliśmy wzdłuż murków, po schodkach, a na niebie, tuż przed nami widniał księżyc z gwiazdą... Konstelacja utrzymała się do dnia następnego, nie wiem czy jest nadal. Teoria o samolocie oraz historia czekania na pierwszą gwiazdkę... Aż w końcu doszliśmy do ściany. I tu zaczyna się właśnie problem. Wdrapać się na górę nie było jeszcze tak źle, gorzej było z zejściem. Zwłaszcza w obliczu wielkiego skoku. Jedyne, czego mogłabym mocno żałować, to, że nie odważyłam się w końcu skoczyć i zostać złapaną. Ale na moją psychikę było zdecydowanie za wysoko. Ostatecznie zdecydowałam się zejść tą samą drogą, co wyszło w prawdzie bardzo karkołomnie... no, ale grunt, że jakoś stanęłam na ziemi. Choć pierwszy pomysł zejście spotkał się z prostą reakcją "Tak to się zabijesz!". Efekt był taki, że schodząc po stromym z nogami, które ślizgały się po murze straszliwie, pewnie i tak bym się zabiła. Ale w końcu spotkała mnie pomoc. Ciekawe tylko czy ze względu na to, że nie mógł już patrzeć na to jak sobie nie radzę i miał dość tego występu, czy też przeraził się, że zaraz naprawdę się zabiję. No nic, po wielkich trudach w końcu znalazłam się na ziemi. "Jeszcze nikt się tu nie zabił"- i co z tego? Zawsze musi być ten pierwszy raz^^' "-Inaczej miałbyś mnie na sumieniu... - Że na czym?" No fakt, jak mogłam o tym zapomnieć. A w ogóle jakby ktoś widział na allegro nieużywane sumienie, nowe w folii, to dajcie znak. Potem wyprawa w celu ogrzania się i posilenia oraz napad na Empik i przegląd płyt i różnych dziwności. W między czasie znów rozmowy wszelakie, wady miast i kwestia motorów. Na koniec zaś przejście wśród sklepów, stoisko z piżamami (-A Pidżama Porno macie?) oraz kolejne historie do wysłuchania. A potem już tylko pożegnanie zakończone w sposób skądinąd pamiętny. A potem już tylko po schodach w górę ze wspomnieniem...

No proszę, a jednak udało się odsłonić ze złych myśli te piękne wspomnienia. I jakoś mi fajniej na sercu od razu... Szkoda tylko, że ciąg dalszy całej sprawy nie wyszedł już jak miał, a to co takie piękne miało też kilka wad... Niestety od mojej strony... I obawiam się, że naprawdę wiele też na tym straciłam, nie wiem czy zyskałam cokolwiek... A ostatnia rozmowa zdecydowanie tylko pogorszyła sprawę... I co najgorsze- raczej w najbliższym czasie nie będzie już okazji, żeby naprawić ten błąd... Ech...
Chciałam opisać jeszcze sylwester i inne wydarzenia, ale widzę, że notka już i tak chyba za mocno się rozciągnęła. No nic, i tak muszę już kończyć. W każdym razie cała wyprawa uświadomiła mi mocno jedno- jak bardzo nudne jest moje życie, jak bardzo nie cierpię Przeklętego Miasta i jak bardzo pragnę się stąd wynieść... Jeszcze 2 i pół roku... Muszę wytrzymać... Chyba, że jeszcze coś się wydarzy i wyniosłabym się szybciej... Nie miałabym wiele przeciwko...
A w ogóle to sprawdziłam- w MW też jest psychologia kliniczna! ;]

Avil 3/01/2009 16:15:56 [komentarzy 9] Wypełnij pustkę


O sobie samej...

Nosiła czarną koszulę, miała oczy pełne łez, a na imię jej było Avil... Pełno było takich miejsc, w których chciałaby być... Płakała z deszczem i nocą, szukając swoich gwiazd... Pytała wciąż o to samo...
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... Gdzie jest mój dom... dom... dom...
Lato wybuchło miłością i biegła odtąd jak biała, szalona wilczyca... Lecz siły coraz mniej miała w drodze we mgle... Może kiedyś pójdą razem szukać nowych gwiazd... Pytając wciąż o to samo:
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... gdzie jest nasz dom... dom... dom...


"Wiec zostaje tylko to..."

2013
Grudzień
Listopad
Maj
Kwiecień
Luty
2012
Grudzień
Październik
Sierpień
Kwiecień
Luty
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Ksiega przemian

Zostaw odcisk łapki


Fajnie, ze jestescie...

blog Lill
blog Ulki
blog Czarnusi
blog Ani M
wilki
więcej wilków
jeszcze więcej wilków
pomóż ratować wilki!
WILKI- zespół
Wilcze Stado
War&Love- strona Roberta G.
Stadne forum
Strona Moniki G.
MADAME
Przystań Ocalenie
blog Nuteczki
blog Doroty
blog Ziema