Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
"Ogrzej moje serce, niech chłód je omija... Niech świat co tak pędzi dla nas się zatrzyma..."

"Na wietrze firanka..."

Studia nie służą pisaniu bloga. Znów strasznie dawno nie było notki, a tak wiele się wydarzyło... Wciąż coś się dzieje, choć czasem wkrada się i monotonia życia... Ale znów nie w tej chwili. Rzeczy do opisu wiele, więc do dzieła, cytując Dymitra K. ;P

"Happy Hunger Games"
Na początek może rzecz, która najmocniej siedzi mi chwilowo we łbie. Od dłuższego czasu, kiedy pierwszy raz obejrzałam trailer, zapatrywałam się i wyczekiwałam filmu, który zapowiadał się genialnie. W końcu się doczekałam i... zdecydowanie nie zawiodłam. Film genialny! Okrutny, ale genialny! Ciągle siedzi mi we łbie i najchętniej wybrałabym się jeszcze raz, ino kasiwa brak... Ach, ale zachwyt wielki, a już się bałam, czego można się spodziewać.
Tylko tak straszliwie przypomina pewne sny... Może dlatego tak go odebrałam?
I nic nie poradzę, że w którymś momencie dostałam głupich skojarzeń "Lilli chce się pobawić!" xP
I wiesz co, mój Ty Racjaszu? Świat rzeczywiście stanął na głowie. Mam taką straszliwą chęć... naprawdę ogromną, żeby... przeczytać książkę^^' To straszne, ale ja zdecydowanie ce tę książkę! Teraz!
Ale z racji, że słyszałam od innej osoby taką samą opinię, znaczy, że to nie ze mną jest źle ;)

"- Pochodziła z rodziny patologicznej. Takiej typowej, ojciec alkoholik...
- No, każda typowa rodzina, gdzie ojciec alkoholik..."
Oj tam, oj tam, czepiaki. Kurcze, naprawdę mi straszliwie teatru brakowało cały ten czas. Próby ruszyły, a mnie się pysk śmieje z powodów wielu. Tylko dziwnie się czułam pisząc ROZPRAWKĘ na TEATR^^' Nie ma to jak rozpracowywanie postaci, hihi. Ale mój fanfic się chyba spodobał ;P Coraz bardziej mi się podoba ta sztuka :)

A sama wzięłam się za spisywanie MM. I chyba rzeczywiście pokażę ją po raz pierwszy osobie trzeciej, zewnętrznej. Może on pomoże to zebrać do kupy. Choć nadal nieco boję się reakcji... Ale po tym co się na próbach wyrabia... Może nie będzie tak źle?

I miło było poprzednim razem pokierować imprezą :) Choć niecoś strasznie i kilka rzeczy lepiej zostawić bez komentarza publicznego. Za to cieszę się, że kiecka dobra. I miła podróż powrotna :) A i spektakl bardzo dobry, się moje Pyski postarały :) Choć i zespół niczego sobie. Mogliby mi kurcze robić soundtrack do Białej :D

"Sie legt den kopf in seinen Schoss"
Kurcze, mam straszliwą fazę na meine liebe Sprache. Wróciła mi znów nasilona miłość. Ja ce do DE! Ja ce do DE! Wróciły ukochane utwory, piosenki... Szkoda, że tu tak mało fajnych filmów itp.

Za to ostatnio pochłonęły mnie parodie. Odkopałam stare, znalazłam fajną nową i się nimi jaram straszliwie :D Aż przychodzi ochota zrobić taką samemu, hihi. Ej, Lill, nakręćmy z panami parodię Koni! xP A nie, przepraszam, wystarczy wziąć to co mamy- tam już była parodia xP "NIEEEEEEE!!!!" xP

A ludzie podobno twierdzą, że się mnie boją. Ciekawe, bo to ja raczej jestem socjofobką. Jakieś to wszystko subiektywne, nie sądzicie? Ciekawe, jak wiele mogłoby to wyjaśnić...

"- What's this?
- Chleb
- And this?
- Masło
- *wskazując rozmówcę* And this?
- Idiota

Czyli nie ma to jak rodzinne święta. Myślę, że te były jakieś inne... I chyba nie ze względu na fakt obcojęzyczny, czy obcokulturowy... ale w ogóle tak. Atmosfera. Takiej mi było trzeba. Choć scysje jak to zwykle bywa, ale krąg najbliższych i tak zawsze najbliższy.
Wesoło było. I ciekawe akcje przy wspólnych grach, po których nawet komplement usłyszałam. Bo myślę, że powinnam to odebrać jako komplement ;) I jedzenie niemal do nie przejedzenia. I obecność Lilli glonojadopyskiej xP Były inne te święta. Jak najbardziej dobre.
Hmm ciekawe czy wpływ miało wcześniejsze przygotowanie, też inne niż zawsze. Za co dziękować jednemu człowiekowi mogę, ale to nie tylko ludzka pomoc... Szkoda tylko, że nadal nie umiem jej chyba dobrze wykorzystać...
I Wielka Noc, która rzeczywiście była Wielkąnocą. Odnowienie w wodzie i ogniu, hihi. I miłe towarzystwo po nocy. A przed Nocą wspólna chwila z moim Racjuszem Poteflonem :D I fajny rysunek :) I się moje dzieło też podobało :D Dobre te święta.

"Kto był pierwszy z nas, kto pierwszy- ty czy ja?"
Życie wiedzie dziwnymi drogami. Zaczęłam wątpić w swoje własne powołanie. Ale taka zmiana planów, chyba byłaby za bardzo przeciw mnie samej... Jego i tak się nie da tak łatwo oszukać, a właściwie to chyba wcale. Kolejna ciężka praca nad sobą przed nami...

A mężczyznach już sama nie wiem co sądzić. Zwłaszcza o tym jednym, który jest chyba najdziwniejszą sytuacją w moim życiu. Sytuacją, której tak właściwie nie ma! Nic nie było, więc nie powinnam się czuć winna. Nawet jeśli były przebłyski... Ale to były tylko przebłyski. Przebłyski i nic więcej. Nie wiem już, czy mogłoby być coś więcej. Nie wiem czy nadal bym tego w ogóle chciała. A może właśnie wiem...
Wydaje się, że z sytuacji jest jedno wyjście, które jest chyba najbardziej fair. Ale czy ja się tak naprawdę doń stosuję? Gdzie właściwie jest granica między tymi dwoma, tak bliskimi uczuciami? Pocoście tyle gmatwali ludzie? Przed wami wszystko było jak trzeba, nikt nie potrzebował granic...
A TWS robił się niebezpiecznie bliski kolejnemu spełnieniu...

Tak, mężczyźni to skomplikowany twór, nawet jeśli to skomplikowanie wynika właśnie z ich prostoty. I zdecydowanie nie podoba mi się słabość do kogoś, do kogoś mieć jej nie powinnam... Na niego zgody nie ma Av... Zgoda była przyznana w innym Przypadku. Tylko Przypadka często brak



Avil 14/04/2012 00:24:05 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

"Od tego trzeba zacząć rzecz... Lecę bo zgubiłem się..."

Uhuhuhu, jakżesz dawno notki nie było... I tak wiele do opisania rzeczy, które muszą być opisane, nawet jeśli straciły na aktualności... Cóż, w każdym razie wywodu część 1.

Zacznijmy może jednak od spraw najświeższych, a na dawniejsze przyjdzie czas.

Po pierwsze- zaliczyłam! Udało mi się utrzymać! Nie wykopią mnie tak szybko na zbity pysk, hihi! Jeszcze trochę ten dziwny stan potrwa. A tymczasem zmieniam mieszkanko, czy dobrze? Zobaczymy w praktyce. I wiecie co? Niech se ludzie mówią co chcą, przestałam się już nimi przejmować. Ja tam się cieszę z nowego towarzystwa i uważam, że dobrze zrobiłam. Jest wesoło, a i jak trzeba, to się do pracy przymusić dadzą. I impreza była miła, nawet jeśli wszyscy byli na nią zbyt zmęczeni^^' Przynajmniej się pobić było z kim :P Polubiłam te nowe Paszczaki, dobrze jest. I do ciemni jest z kim pójść xP

- Do ciemni powiadasz?!

Po drugie- kwestia pewnej wiadomości...
Wiecie co? Dziwne to wszystko. Długi czas marzyłam, żeby usłyszeć tę wiadomość, naprawdę długi... Wiele razy wyobrażałam sobie, jakby to było... Wiedziałam jednak, że to już nierealne. A może i nawet... chciałam? Ostatecznie przecież życzyłam im jak najlepiej. Jedyną rzeczą pewną był fakt, że taka Wiadomość trafiłaby mnie równym piorunem, co Poprzednia.
I... trafiła. W momencie, w którym najmniej się spodziewałam. Jednak ją usłyszałam. Oczywiście musiało to wywołać wewnętrzną burzę, to było nieuniknione... Ech... Kurcze, że ryczałam słysząc Poprzednią, to normalne, ale że ryczałam słysząc Tę? Czyż nie powinnam mieć przeciwnej reakcji?... Nie wiem. Może szkoda mi ich? A może po prostu mam świadomość, że to niczego nie zmienia... Może i sytuacja się zmieniła, ale Przepaść jest teraz jeszcze odleglejsza niż była. Wtedy przynajmniej codziennie stałam nad Jej krawędzią... Cóż, burza przeszła i powracam do tak ciężko wypracowanego stanu choć względnej obojętności na to wszystko... Oczywiście musiałam jednak spróbować i oczywiście bez odzewu, ale to było do przewidzenia... Cóż, co ma być, to i tak będzie, a czego być nie ma... No właśnie...
Jeden z Najważniejszych Dni w Roku zbliża się wielkimi krokami... I znów pewnie będzie jak zawsze... Acz gdzieś w sercu... korci... Nawet jeśli niczego to nie zmieni... A może... właśnie dlatego?... Ech, żeby tak chociaż raz przeżyć ten Dzień jak powinien być przeżyty... :( ...

Po trzecie- poczułam się jak bohaterka jakiegoś filmu sensacyjnego, gdzie główny bohater nawiązuje tajemnicze, niebezpośrednie kontakty. Ciekawe swoją drogą dostać taką wiadomość w momencie, w którym chciałam zacząć pracę nad "Władcą ognia". Nie mówiąc o małym nawiązaniu do Samira... Cóż, mam nadzieję, że Głównemu Bohaterowi się jednak wszystko ułoży.
No tak, przy okazji tej historii odszukałam starą notkę Cygańską... I jedną z najbardziej tajemniczych, niezrozumiałych i pięknych historii. Miło było do niej wrócić wspomnieniem, nawet jeśli nigdy nie spotkam Rozmówcy. Nic więc dziwnego, że w myślach plątały mi się równe wizje w momencie otrzymania wiadomości pod TĄ notką. Ciekawe czy jeszcze pamięta o tych kwiatach ;) Aż z ciekawości zerknęłam pod pewien numer. Heh, wychodzi na to, że chyba nadal aktualny. Ale nie, nie mam zamiaru go ruszać, to by zepsuło cały urok wspomnienia. A może i nawet byłoby w jakiś sposób niebezpieczne dla Rozmówcy? Niech historia zostanie jak jest. Nie zmienia to jednak faktu, że miło ją było sobie przypomnieć :)

A praca w Kloszu wre :) Jeden spektakl za nami. Kurcze, jak mi tego brakowało :) Scena, tekst, ruch, światło... I nawet dali mi się jednak z Diwą puknąć, hihi^^ Tylko niech mi teraz nie czynią problemów z wybraną rolą, nawet jeśli sądząc po snach, za bardzo się w nią wczułam^^' Tia, najgorsze, gdy po snach zostają sugestie... A ten pomysł lepiej odrzucić jak najszybciej. Zresztą... czy ja ten pomysł w ogóle rozpatrywałam?^^'

Cóż, wypadałoby również opisać wreszcie wydarzenia z grudnia... Nigdy nie było czasu... A wydarzyło się wiele...
Miesiąc szaleństw w pewnym względzie, które chyba jednak nie zmieniły w sytuacji niczego... Uniesienia i opad emocji na zmianę. Nie tak to chyba powinno wyglądać...
Na początku wyjaśnienie sprawy z ostatniej listopadowej notki. Jednak Lill się myliła, co do rodzaju spotkania. Kwiatka nie było. Był za to spektakl, co do którego okropieństwa byliśmy jednak oboje zgodni. Rycerska pizza, spacer i bardzo długie rozmowy... Jak zwykle za mocno się otwieram...
Szybka, spontaniczna decyzja w konsultacji z Górą zakoniczyła się szalonym wyjazdem i pięknym koncertem. Mimo solennych obaw co do tego, czy nie przegapiłam stacji, udało się wysiąść na właściwym peronie. Ze spotkaniem nie było już problemu. Krótka jazda poznanymi już ulicami i dojazd na miejsce przeznaczenia. Podziękowania i spacer na koncert, gdzie długie oczekiwania na wejście. Przecież to norma!^^' Co ciekawe nigdy nie oglądałam koncertu siedząc nad głowami zespołu :P A LC spisali się jak zwykle wspaniale :) Szkoda tylko, że sprzęcik odmówił posłuszeństwa :(
Po koncercie spacer powrotny, kolacja i kolejne długie rozmowy. I poznałam wreszcie słynne pianino :) Wspólna gra...
I nie powiem, nadal trochę głupio się czuję w związku z akcją z pokojami i że wylądowałam, gdzie wylądowałam.. Ale było dobrze. Pamiętam tylko, że w natłoku tych wszystkich miejsc, w jakich bywałam w tamtym czasie, zastanawiałam się ino gdy się obudziłam, gdzie się znajdę, gdy otworzę oczy. Czy ja naprawdę tam byłam? Czy to szaleństwo było prawdą? Było. Obudziłam się dokładnie tam, gdzie zasnęłam. Pamiętam jeszcze, że mnie glonojad straszył, heh ;) I parę tajemnych widoków o poranku, które jednak zostaną w moich wspomnieniach. I niezwykle pasująca do klimatu nauka antropologii^^' Później śniadanie z kolejnymi długimi rozmowami, w czasie których poznałam wiele ciekawych rzeczy, odkopaliśmy starą płytę z nagraniami... Spacer, zdjęcia, rozmowy... Obiad, zdjęcia, peron... A potem podróż dłuższa niż zwykle, a pociąg zapchany tak samo.
A później sytuacja odwrotna. Droga na dworzec, a potem wspólna podróż na próbę. Przenoszenie stolików, dekoracja sceny, próba "na szybko"^^
A później najpoważniej w świecie ubieranie strojów i za kurtynę. Co dziwne brak okularów i soczewek zaowocował brakiem zbytniej tremy. Lalki są, Mateusz jest, Diwa jest... W końcu nasza kolej. Piosenka nie ta, ale gramy dalej. Dobrze znów poczuć się w ten sposób. Dobrze znów stanąć na scenie. Wymiana zdań i pora wybiec z kawiarni. A Diwa jak zwykle się otrzepuje z oburzeniem. Wyszło fajnie. I podobał mi się trzask Kasi.
- Po próbie już sobie myślałem, no, fajnie, że coś w ogóle robicie...
Hihi^^ Lubimy zaskakiwać widza^^ Pomijając fakt, że Widz też poczuł się w swoim żywiole i co zaczął odstawiać to już inna opowieść^^' Ja się do niego nie przyznaje...^^' Co ciekawe moi chyba dali się podbić ;)
A wieczorem spacer na miejsce spotkania. Spacer, w którym doznałam jednego z największych deja vu w życiu... Obiad!... Znów poczułam się... jak 4 lata wstecz, nawet ten sam miesiąc... Też był spacer, też był ten tekst... Tego się wtedy najmniej spodziewałam, nawet jeśli tekst powszechny... Nie tak!... Oni naprawdę są podobni...
Na miejscu było wspaniale. Miło pobyć z Moimi :) I poznałam najpyszniejszego drinka :D Szkoda tylko, że się nie udało go wypić na zakończenie semestru. W ogóle tego dnia były teksty genialne
- Mamy nowy spektakl "Gołe baby z kałasznikowem". Masz tam główną rolę.
- W sensie kałacha?
:P
Chwilę jeszcze siedzieliśmy, wspomnienia z JDMów, a następnego dnia udało się nawet odpalić filmik z warsztatów! :D

No dobra, notka robi się długa, więc chyba czas ją zakończyć. Trzymajcie teraz ino kciuki, żeby się skontaktować wreszcie z kim potrzebuję!

A tymczasem... FERIE! :D:D:D



Avil 1/02/2012 17:04:44 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

Frohe Weihnachten!

Hej, hej!

Tradycja to tradycja, a zgodnie z tradycja zyczenia na Cyganie musza byc. Zyczenia pisane z pozbawionej polskich znakow na klawiaturze Finlandii wiec licze ze tresci sie domyslicie ;) Pewnie w tym roku jako ze i tak nie bedzie jak o zyczeniach powiadomic, to nieco ubozsza lista, zatem zacznijmy od ogolnych do wszystkich:

Wszystkiego dobrego, radosci, milosci i najnaj! :)

A teraz... do szczegolow! :D

Lill- zdrowka, scenscia i radosci oraz duzo pomyslnosci! Powiesci pisania i ich wydawania, rosyjskiej manii i trzezwej banii oraz zuzla w roznych miastach przy napoju i przy ciastach

sorki, cos mi sie rymowac zaczelo, wybacz grafomanie :P A tak serio to najnaj, jeszcze wiecej rocznic i fajnej zabawy sylwestrowej z brudnym choc czyszczonym Harrym ;P powodzenia na studiach, choc juz je masz, a reszte w sumie masz w tym pseudo wierszu ;P A, i niech nasze wiesz-co wiesz-jak-dlugo!:D

Ziemo- radosci, milosci, zuzla i mnie wkurzajacego szefa w pracy ;) I) mniej marudnego Dzagiego :P barwnych Szwejow i najnaj ;)

Anya- wszystkiego najnaj, wielu koncertow i festiwali, poukladania spraw z meska strona zycza, milosci i przyjazni bliskich sercu :)

Justyna- radosci z zycia, milosci, przyjazni, koncertowego swiata bogatego i marzen spelnienia

Iza- KOCIE!!! najlepszego, radosci, milosci, poukladania wszystkich spraw, szalu tworczego, dobrego miecza w dloni i spelnienia wszystkieo co pragniesz :)

Ten-Od-Luku-Plugawego- wszelkiej radosci z poznawania nowych swiatow, wytrwalosci w walce ze smokami i coby luk tak mocno nie plugawil! ;P

A tak serio to wszystkiego dobrego i spelnienia wszelkich marzen w zyciu :)

Doris- wybacz, żeś gdzieś mi się zapodziała w tym ludzkim tłumie :( wszystkiego najnaj, zdrówka, radości, duużo miłości, przyjaźni, powodzenia na studiach i poprawnych porodów w odbiorze :P

Czas goni wiec wybaczcie skrotowy charakter. Moze pozniej nadrobie :)

FROHE WEIHNACHTEN!!!



Avil 24/12/2011 13:15:54 [komentarzy 7] Wypełnij pustkę

"Życie to jest teatr"

Tak, tak, jednak jeszcze żyję. Sporo się pozmieniało, jeszcze więcej wydarzyło, a czasu na notkę ciągle brak. Nawet teraz, ale uznałam, że to dobra okazja. Zwłaszcza, że może wkrótce rzeczy zmienią się jeszcze bardziej...

Wypadałoby opisać drugie wesele, które zajęło w sercu wyjątkowe miejsce. Bo... było wspaniale. I muszę przyznać po tych dwóch uroczystościach, że... ja chyba naprawdę pokochałam tych ludzi. Dziwne, jesteśmy prawie jak rodzina, ba! w zasadzie to my chyba teraz jesteśmy rodziną. I tak zaczęłam ich traktować. I dlatego tegoroczne święta w Fin będą na pewno ciekawe.
Brak czasu nie pozwala na długi opis, więc może zaznaczmy najbardziej godne uwagi momenty- nie znane drugiej grupie kulturowej zabawy w pociąg i kaczuchy, które zrobiły największą furorę, ojciec w czapeczce konduktora, zbieranie kasy ze świadkiem... Właśnie, świadek. Ciekawym doświadczeniem było sprawowanie opieki kulturalno-obyczajowej nad fińskim świadkiem, który, biedny, nie bardzo mógł załapać, co się właściwie dzieje...^^' No i nie było co liczyć na pomoc przy prezentach... A ja jak się podpiję, to mogę gadać nawet po angielsku^^' Była rozbierano-ubierana gra weselna, którą prawie byśmy wygrali ;) No i był oczywiście jak zwykle niezapomniany Car. A konkretnie... Car na koniu! Hihi, Car na koniu był bezbłędny, rzeczywiście lepiej chyba nie mogło trafić :D Ale Car jest niestety jak najbardziej niewiernym łamaczem damskich serc... Jedną dziewczynę zdradził z inną, drugą z papierosem, a trzecią z koniem... I która miała najgorzej?

Do opisu wesela może jeszcze wrócimy, wraz z zaległościami, a tymczasem do rzeczy teraźniejszych. Moje życie wypełniają ostatnio same absurdy i szereg zdarzeń, które nie mają racji bytu. Życie zaskakuje, nie znane są ścieżki i nigdy nie wiesz, gdzie cię mogą nogi losu ponieść. Bo kto by się kurcze spodziewał, że:

- rozpocznę studia ARTYSTYCZNE, w dziedzinie, w której kształcą się tylko wielcy, gdzie nie powinnam mieć najmniejszych szans się dostać, gdzie nie dorastam pozostałym studentom, gdzie zachwycają mnie ich pracę... A jednak jestem tu, jestem, i spełniam swoje największe marzenia i pragnienia. Gdzie robię co kocham i gdzie czuję się spełniona. Nawet jeśli to tylko sen i wkrótce przyjdzie mi się obudzić w szarej rzeczywistości... Cieszę się z tego, że tu jestem, cieszę się z tego wyjazdu, nawet jak jest horrendalnie!!! ciężko... Ale czy ktoś by pomyślał, że przyjdzie mi się znaleźć w tym świecie, w takich okolicznościach? Czuję się czasem jak bohaterka ukochanej gry... Jeno "Awangardę" mi zamknęli, a liczyłam na więcej^^'
- będę latać po mieście z wielką, czarną teczką, wypełnioną pracami, a ludzie będą się śmiać, że "znów idzie pani z tą plazmą?"
- miała fińską rodzinę. Po pół roku przyzwyczaiłam się już do myśli o fińskim szwagrze, ale że... weź męża z Finlandii- Car Rosji gratis ^^' Kto by się spodziewał, że będę miała w rodzinie Cara!
- mężczyźni zaczną mi się oświadczać. I co z tego, że byli po alkoholu^^'
- będę śpiewać w grupie muzycznej. Choć to się akurat zdarzało, więc nie jest aż takim zaskoczeniem
- całe życie śmiałam się, bo wiedziałam, że to takie nierealne, żeby grać na w-fie w szachy. A teraz... gram cały czas w ramach przedmiotu w-f^^'
- spełnię swoje wielkie i jedno ze starszych pragnień i będę sama pracować w najprawdziwszej ciemni.
- dowiem się po kilkunastu latach, że antaba nazywa się antabą! :D

Było tego więcej, ale już wszystkiego nie pamiętam. Ciągle dzieje się coś nowego. Zaczęłam gotować, zaczęłam prasować, zaczęłam przygotowywać się znów do spełnienia największego w życiu pragnienia...

Poza tym naprawdę nie rozumiem istot zwanych "mężczyzna". Jak ich nie był całe życie, tak ich nie było, a jak nagle zaczęli się pojawiać, to z każdej strony, drzwiami i oknami. Aż mi się przypominają słowa Lill na temat moich próśb^^' Kurcze, czy to kwestia wzmożonej aktywności pancerników czy co? Jak widać się zaczęła.

Życie to jest teatr... Stachura miał rację. Życie to jedno wielkie theatrum mundi... Każdy chce odegrać swoją rolę najlepiej jak umie i choć aktorzy czasem improwizują, znikając z życia podczas antraktu, to scenariusz jest już dawno ułożony i czy tego chcemy czy nie, zawsze pokieruje nas do ostatecznego finału. I nawet najlepsza improwizacja aktorska nie zmieni głównych założeń scenariusza, chyba że nowa wizja zachwyci na tyle głównego Scenarzystę, że postanowi zmienić scenariusz...
Życie to teatr, a ja mam wrażenie, jakbym właśnie dostała dalsze strony scenariusza, że powinnam choć spróbować pójść jedną drogą... Życie to opera. Ghost opera jak to wdzięcznie śpiewa Kamelot. Nie wiem, może za dużo Upiora w ostatnim czasie. Życie to teatr i aż ciśnie mi się na usta pewien zwrot, ale chyba autorka by mnie zakatrupiła, więc tego nie powiem^^' Jednak pozwolę sobie na przeróbkę, którą może mi Szanowna wybaczy.

Upiorna Opera mojego życia
Występują: kto zna, ten wie
Muzyka: Chóry anielskie
Scenariusz i Reżyseria: Bóg

I nie mówię tego w jakimś negatywnym sensie. Scenariusz jest dobry, a Reżyser ma dużo doświadczenia w tym co robi. Jako stęskniona za sceną aktorka jak najbardziej nie mam nic przeciwko graniu w kolejnej sztuce. I to takiej wielkiej.

Życie to teatr. Może dlatego tak dziwnie w związku z pewnym wydarzeniem, które mnie czeka. Wydarzeniem dziwnym ze względu praktycznie na wszystko, w tym momencie zwłaszcza na miejsce akcji... Za dużo słucham ludzi, pewnie za dużo w głowie mi siedzi...

Życie zaskakuje jeszcze pod innym względem. Po raz kolejny miałam ostatnio dowód niezwykłego podobieństwa między mną a Pewną Damą. Dziwne to połączenie, ale cieszy mnie. Bo nie jestem jedyna aż tak poświrowana^^'
A ludzie postanowili zainteresować się moimi światami. Już kilka osób prosiło o dostęp do nich. Ciekawe... Nie sądziłam, że kogoś mogą interesować wizje i pomysły, które od entych lat leżały w szufladach pamięci... W sumie... miłe to...

I zrobiłam coś dziwnego. Nie wiem czy powinnam, nie wiem czy było to dobre, nie wiem jak się skończy... Może nie zmieni to niczego, a może... Cóż, mogę to jedynie po raz kolejny oddać Scenarzyście, bo Jego pomysły są najlepsze. Będzie dziwnie, pewnie zbyt wiele oczekuję, pewnie nie wydarzy się nic... Ale sama się już w tym wszystkim gubię...



Avil 25/11/2011 13:26:25 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

"Przez nurty życia rzeki..."

Hej, Kochani! Tak, tak, dawno się nie odzywałam znów, czas to zmienić, skoro net odzyskany a i trochę się rozluźniło. A do opisu znów się nazbierało wiele. Pozwólcie jednak, że zacznę od rzeczy najnowszych, które najbardziej mi na sercu teraz leżą i są świeże, a jak starczy czasu (a wątpię), to wrócę do starych. Jak nie, to opiszę je później, bo i o nich wspomnieć trzeba. Tak więc nie przynudzam wstępem i przechodzę do rzeczy.

"Ziemia cała dla Ciebie... Niebo i słońce na niebie..."
...Więc chodź, bądź ze mną nie bój się...

Kurcze, jak ja już dawno nie słyszałam tej piosenki... Opłacało się utworzyć znów listę w odtwarzaczu ze wszystkimi lubianymi kawałkami. Mix totalny. Ale ja nie o tym. Zmieniło się wszystko. Nadal mi z tym dziwnie, ale już lepiej. Choć pewnie najgorszy kryzys nadal przede mną.
Zmieniłam życie. Udało się. Zaczynam wszystko od nowa. Czy tym razem uda się to przeżyć jak należy? To pytanie nadal zostaje bez odpowiedzi. Mogę jedynie być i nadal jestem niewyobrażalnie wdzięczna Najbliższym, którzy zmienili mnie przez ostatnie półtora roku i jeszcze Wcześniejszych. Być może przygotowali mnie na ten etap życia pod chyba najtrudniejszym względem. Pytanie tylko czy wykorzystam do końca nabytą "wiedzę". Na razie nie jest źle. Choć nadal nie pasuję do tego pokolenia...

Miasto jest przepiękne. Zakochałam się całkowicie niemal w każdym zakątku. Nawet lubię mój pokój, chyba rzeczywiście nie jest aż tak malutki jak go zapamiętałam z oglądania. Galeria fajna, starówka ładna, a dzielnica uniwersytecka urzekająca niezwykle. A nad jeziorem... Nad jeziorem jest po prostu pięknie. W ogóle miasto jest piękne. Pod tym względem zdecydowanie nie żałuję wyjazdu.
Lubię towarzystwo zza ścian, lubię niedawną wspólną mini-imprezę, lubię wspólne rozmowy. Lubię.
Na zajęciach zaś czuję się wyjątkowo dziwnie. Nadal mam wrażenie zagiętej czasoprzestrzeni i że to chyba jakiś dziwny, chory żart, że ktoś mnie tu wpuścił i że wkrótce się obudzę i ta cała zabawa w TE studia się skończy... A szkoda by było, bo naprawdę są fajne... Są rzeczy, do których całe życie mnie ciągnęło, to, co lubię i co zawsze chciałam robić. Ale z drugiej strony jakby nie było jednak jestem w tym miejscu, co oznacza, że COŚ jednak musi we mnie być i że przy dołożeniu starań powinnam się jednak utrzymać, nie? Tak, przy niektórych dziełach znów tracę wiarę we własne siły... (i w tym momencie Bajm śpiewa dałam ci siłę tworzenia ^^')
Cóż więcej mogę rzec na ten temat?  Nadal jest dziwnie, acz już przy najmniej jest do kogo gębę otworzyć. Uczę się nowego życia, próbuję się utrzymać na powierzchni, nim nurt porwie mnie całkiem, a na rysunku znów robię postęp za jedną radą. Może nie będzie tak źle?

"Bierze ślub kumpel z tych..."

A konkretnie siostra, choć szwagier też w porządku. Innymi słowy- nach Finnland fahren! Ale fajnie było, choć i momenty silnego stresu się znalazły, a niewyspanie udziela mi się do tej pory. Hmm... Od czego tu zacząć? Spóźniony transport (KORKI były!!!) przez który nas z terminala wywalili. Poza tym strasznie mi się podobał taki duży samochód. Dopisać do listy marzeń idealnej przyszłości. Był jeszcze przerażający, a zarazem wciągający film, który wyrył mi sporą część mózgu. Brrr. Mocne kino. Czy szwagier zawsze ma mocne kino na składzie?

"Znów płonie ogień i biją wszystkie dzwony..."
Następnego dnia wyprawa, aby przyszykować salę, śliczna była. Potem powrót i szykowanie siebie, aż transport do urzędu. Przy okazji wcześniej poznanie pewnej również barwnej postaci, która z racji kraju pochodzenia towarzyszyła w stopniu znacznym. Ceremonia króciutka, acz wymowa nazwiska przez urzędniczkę rozwala mnie do tej pory xP Aż ja mam ochotę zmienić pisownie xP Z urzędu pamiętam jeszcze powtórne nagrywanie wejścia młodej pary. Potem mała wymiana rzeczy w mieszkaniu i droga weselna.

"Jest flaszka, dwie butle wina..."
Towarzystwo bardzo oryginalne i ciekawe, a poza tym miłe. Miło było zatańczyć z ojcem szwagra, sympatyczny człek. I miło było zostać wyściskaną przez "nową siostrę" :) Lubię ich, są w porządku. Nawet jeśli nie mówią w żadnym ludzkim języku :P W ogóle odkryłam, że po głębszym znieczuleniu nawet mi przestaje przeszkadzać rozmowa w jednym z najbardziej okropnych języków świata^^' No i żarcie było dobre ;) I *tu przydałby się cytat najważniejszych słów wieczoru, ale z racji mniejszej praktyki przeze mnie- nie pamiętam ich*. W każdym razie było fińskie "do dna!", a wszystko za sprawą Trzynastego w kolejce do tronu carskiego Romanowów, który rozpijał gości równo, co nie przeszkadzało im z resztą upijać się samym^^' Ale wesoło było. Była dzika gra weselna, której nadal nie rozumiem, wiem tylko, że podobno ją wygraliśmy z szanownym partnerem, acz o tej postaci będzie dalej. Były rozwalone drzwi, był wielki kieliszek i sporo innych akcji, które mniej lub bardziej powinna zjeść cenzura.
Był jeszcze koncert Dimy i uczenie Finów polskich słów xP

Miłość do pierwszego wytrzeźwienia, czyli mąż na jeden weekend
A konkretnie narzeczony na jedną noc. A nawet dwóch. Choć nie, Car się nie oświadczył, więc się nie liczy. Acz co mi w tańcu rzekł "I love you" to moje^^ No dobrze, Car ma jeszcze czas na drugim weselu :P Mąż vel po sprostowaniu Narzeczony nie czekał tak długo i od razu przechodził do rzeczy, tym samym stając się narzeczonym. Tak, tak, to on mi partnerował w dziwacznym konkursie (widać wtedy zaczęło go nakręcać). Łasił się, głaskał, do karku doczepiał, do tańca prosił, taniec zaś kończąc całowaniem w rękę, aż w końcu podszedł do rodziców i prosił o rękę xP Nie wybaczę, że tak tanio mnie sprzedali, chyba że mam to rozumieć, jako że jestem bezcenna xP A potem była jeszcze serenada. I zastanawiam się jak rozumieć, że gdy siostra mu powiedziała, że się spóźnił i Car pierwszy wyznał mi miłość, to potem widziałam go przez okno obok Cara z podniesionym krzesłem w rękach xP Swoją drogą na Narzeczonego mam focha! Tak się zarzekał, że skoro wyjeżdżam za dwa dni, to następny mamy cały dla siebie, a potem nawet się nie odezwał xP
Oj, biedni chłopcy, acz nie powiem, żeby nie było to przyjemne ;) No, może poza faktem, gdy zaczęli, a zawłaszcza jeden, na za dużo sobie pozwalać. Ech, i cóż z tego, że przy pierwszym wytrzeźwieniu pewnie o wszystkim zapomnieli... ^^' A szanowny polski kolega następnego dnia wkręcał biedną, zaspaną Avil, że po nocy ją Mąż na tańce zabrał xP
Oj, ale kiedy ja znowu Narzeczonego zobaczę...^^' Choć i tak kojarzyć mi się poza tym będzie, jak jeszcze na trzeźwo uczył się wymawiać "łośioś" xP
Swoją drogą dochodzę do wniosku, że niektóre jego zachowania czynią go idealnym kandydatem do wzorowania się do postaci Saszki ;)

"Żeby móc milczeć tak i wszystko powiedzieć, żeby każdy
zrozumiał mnie..."

Życie po raz kolejny mnie zaskakuje. Jednak jak najbardziej zdarzają się w życiu rzeczy, których człowiek całkowicie się nie spodziewa. W sumie nie powinnam się tak dziwić, ostatnio zdarzają się same rzeczy, które nie mają racji bytu, więc i to nie powinno być niczym dziwnym.
Skąd ta refleksja? Wszystko za sprawą tajemnego maila, który był dla mnie przede wszystkim zaskoczeniem. Pod każdym względem. Cóż, po pierwsze, miło usłyszeć, że jest ktoś, kto nie uważa mojej osobowej specyfiki za wadę. Nasuwa mi się jedynie w temacie znów przypomniana dziś refleksja, że naprawdę urodziłam się kilka wieków za późno, a moja mentalność nie pasuje do tego świata. Może to powoduje moje małe "odchylenie"? Po drugie, pomijając fakt, że miło, iż ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda, to że przywiązuję wagę do zapisanych słów, które niewielu zauważa. Znowu czuję się odkryta, że ktoś niespodzianie wniknął w moją osobę...

Jednak powołując się na opisany cel maila, myślę, że został on spełniony i nie ma potrzeby blokady ;)

To z tego co mi w duszy gra.



Avil 10/10/2011 23:28:56 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

"Pożegnać trzeba się..."

Cóż, nie udało się w najbliższym czasie notki napisać, a znów się nazbierało. Trudno, musi poczekać. Ja się przyszłam oficjalnie pożegnać, bo zaczyna się najdziwniejszy moment w życiu, który przeraża równo, ale może nie będzie tak źle? Dzięki, że byliście i mam nadzieję, że nadal będziecie, choć Cygan ostatnio pustoszeje ^^' No nic, przez jakiś czas pewnie znowu notki nie będzie, bo netu będzie brak, toteż informuję o tym fakcie na wstępie.

Trzymajta się ludzie i trzymajcie kciuki...

Boję się..



Avil 27/09/2011 11:41:24 [komentarzy 2] Wypełnij pustkę

"Dla nich wieczna droga... Dzikich serc spotkanie, krwią pieczętowanie..."

Przyszedł czas na kolejną, obiecaną notkę, o którą nawet ludzie zaczęli mnie ścigać, co znaczy, że jednak czasem ktoś tu jeszcze jednak zagląda. Miło.

Czasoprzestrzeń się zagięła. Wygięła się pod bardzo dużym kątem, a ja siedzę na tym zagięciu i zastanawiam się, kiedy zechce się wyprostować, bo pewnie mnie odstrzeli spory kawałek... Po mieście lata Kopernik, intrygujący Pan Ekonom okazuje się być tylko snem, Avil postanawia przeczytać książkę(!), a dialog - Jakie chcesz piwo? - A nie wiem, dowolne może być kończy się otrzymaniem flaszki z wielkim napisem "Dowolne". I rozmawiaj tu z facetem...^^(') A to, że potem owe piwo zdemolowało mi pół domu, to już szczegół.
Czuję się dziwnie. Coś się dzieje, a ja do końca nie rozumiem co. Świat staje na głowie, a ja patrzę na to z pewnie idiotycznym wyrazem twarzy.

Tak, do tego postanowiłam się wziąć za przeczytanie książki... Yyy.. A konkretnie miałam dylemat między dwoma, w dodatku całkiem pokaźnymi. Tak, źle ze mną. Ale jak się zrobiło postanowienie w dzieciństwie to kiedyś będzie wypadało je spełnić. I choć nie znoszę 100% autora- dla ulubionego bohatera będzie kiedyś trzeba. Tymczasem wzięłam się za tę drugą. A wszystko przez oczyszczający maraton filmowy. Ostatnio oglądanie filmów do 1 w nocy stało się normą. Ale nie zmienia to faktu, że nadal kocham pewną historię całym sercem, zwłaszcza pierwszą część i zwłaszcza muzykę z filmu, którą rozkoszuję się także w tej chwili za sprawę wdzięcznego YouTuba. Ja chce score na płycie... Efektem padło mi na mózg i kupiłam książkę, która jak już po nią sięgnę, przykuwa mnie mocno. W pewnych momentach nadal 100% utożsamiam się z bohaterką, choć powrót do książki przypomniał też, że stanowimy także 100% przeciwieństwa.
W sumie nie powinnam tego czytać... Nie powinnam czytać ani oglądać żadnej tego typu historii... Ale z racji masochistycznych zapędów i tak się nie mogę oderwać. Choć pewien cytat przypomniał mi niegdyś usłyszane pytanie... Znów zaczynam rozważać tamte słowa... Tak, obawiam się, że ku ironii losu mogłabym mieć trudności w odnalezieniu się, gdyby spełniło się największe pragnienie... Dziwne to wszystko... Czasem ciężko być sobą... Czy naprawdę umiałabym lub mogłabym mieć problem z przyjęciem największego daru?...

I zaczynam się całkowicie bać końca września... Nie wiem, czy dam sobie radę... Wchodzę na coraz Głębszą Wodę, coraz bardziej oddalam się od brzegu, zaczynam tracić grunt pod nogami... Ale wiem, że jeśli teraz nie odpłynę z Tego Lądu, będę pewnie do końca życia żałować. Nie wiem co jest po drugiej stronie tej Wody. Może nie ma nic i się w końcu utopię? Może zjedzą mnie jakieś rekiny? Może pościg z Lądu? A może jest wreszcie Inny Ląd, gdzie znajdę spokój? Gdzie zbuduję swoje Miasto? Nie wiem co będzie, ale idę dalej, choć powoli z horyzontu znika ostatni widoczny punkt- Latarnia Morska na tym niewielkim Przylądku Dobrych Rzeczy. Nie wiem co będzie, nie znam tych Wód. Ale zawsze może jakaś dobra DBtka wyciągnie mnie, zanim zniknę w nurtach Oceanu...

Coś się kończy, coś się zaczyna. Ja zaczynam nowy rozdział. Wszystko ostatnio jest nowe. Czy lepsze? Czy wreszcie wszystko musi się kończyć tak brutalnie i w toksykach? Czy musi się kończyć?... Bo czasem mam takie wrażenie...

I dziwnie mi względem kilku wydarzeń, które były i nadejdą. Dziwnie mi z propozycją, która padła. Adekwatną do pewnych wizji, a zarazem idealnie je burzącą. A żeby było ciekawiej, dziwnie poważnie do tego podchodzę... Dziwnie mi z tym wszystkim... Dziwnie mi z tą całą, pogmatwaną relacją... Heh, może i ja zaczynam wchodzić w posiadanie "Golden retrievera"?...

Wybaczcie, ta muzyka wprowadza w nieco melancholijny nastrój. Nie zmienia to jednak faktu, że kocham ją całym sercem i wciąż mam niezłe dreszcze na jej dźwięki.
Tymczasem obiecałam relację z warsztatów JDMowych, choć to było już tak dawno...

Było wspaniale. Fajna grupa, wesoło było. Tylko komary cięły ostro. Pamiętam radość płynącą z pierwszego karbowania strzały, pamiętam strzelanie do tarcz, deprawującego dzika, polowania na kolację... I Kołka- najzacieklejszego wroga, który chyba kilka razy brał nas do niewoli. No właśnie, nasza forteca w drewutni była świetna i mury obronne^^ I był Kraken nasuwający jedynie rozważania na temat zwrotu "Krew nie woda". I był Plugawy Łuk, plugawiący cały warsztat (pozdrowienia dla właściciela ;P) I nerwy przy strzelaniu w dwóch rzędach, coby mi panowie z tyłu głowy nie ustrzelili^^' I był paintball, w którym udawało się nawet dość długo utrzymać, hihi. Choć za którymś razem jak się okazało, lepiej nie być ze mną w drużynie, bo można oberwać xP I były fajne pojedynki. Kurcze, znowu aż mam ochotę sobie postrzelać, ech... I w sumie miło usłyszeć, iż kojarzę się z Lady Marion :) Ostatecznie jedna z ulubionych postaci. I jeszcze raz się dziękuje Szanownej Damie, za pożyczenie spódnico-sukienki ;) Był jeszcze pokaz nocny z płonącymi strzałami, który wyszedł całkiem fajnie. Normalny pokaz też się udał, plamy z nietrafieniami udało się uniknąć. No i były jeszcze walki z rycerzami, podczas których poległam z rąk Ryjka, zanim zdążyłam go ustrzelić^^' I była wymiana broni, która oznaczała, że biłam się pół ślepa, bo okulary się pod hełmem nie zmieściły^^' Ale co pierwszą walkę z rycerzem zrewanżowałam, to moje, a co! Było jeszcze wiele rzeczy, o których pewnie w tej chwili nie pamiętam, ale w sercu ten czas pozostanie. Ja ce jeszcze raz!

A kończąc temat JDMów należy wspomnieć, że Enej kojarzy mi się teraz z nimi jednoznacznie, przeżyłam całkiem przyjemną grę w badmintona (podziękowania Towarzyszce), fajny był taniec średniowieczny, niezwykłe sanktuarium, gdzie ciężko uwierzyć w malowidła, a i z pewnym ochroniarzem miło się rozmawiało. Więcej zapisków zasadniczych do spisania nie mam, może jedynie ciekawostka, że pierwszą rzeczą na jaką miałam chęć po wyjeździe było... obejrzenia wszystkich części "Władcy Pierścieni" ^^'

Z rzeczy zaległych wypada jeszcze wspomnieć o ostatnim wspólnym wyjeździe, choć refleksje pozostawię na inny raz. Wylądowaliśmy rzeczywiście w tzw. "sosie własnym", ale miła podróż była, choć zgnieść musieliśmy się nieźle. Było wiele rozmów, zbiorowe wkurzanie Towarzysza Ryjka... Ślub był piękny, kolejna niezwykła uroczystość. Ślicznie razem wyglądali. Potem wspólna pizza, na której po raz pierwszy próbowałam owoców morza. Ciekawe są. A potem wspólny powrót, gdzie kolejne długie rozmowy, podziwianie pełni, wspomnienia żabołaków, wyjaśnienia, czemu nie mogłabym walczyć z Towarzyszem D.^^' I podróż zakończona wizytą na włościach Ryjka. Całkiem fajna chałupka ;) Czasem potrzeba takich wspólnych wyjazdów...
Skoro notka i tak długa, to mogę dać i refleksję... Ostatnio mnóstwo ślubów wokół... Czasem zastanawiam się, jak to by było samej przywdziać białą suknię, iść u boku ukochanego mężczyzny i złączyć się w obliczu samego Boga... Nie rozumiem ludzi, nie rozumiem współczesnego postrzegania i współczesnej mentalności... I wiecie co? Chyba nawet nie chcę zrozumieć. W sumie żal mi co poniektórych współczesnych, nie wiedzą, co tracą. Bo papierek, to może być toaletowy... I tu bynajmniej nie o papierek chodzi...

A tymczasem znów idę się zatopić w wir dziwnych zdarzeń...



Avil 10/09/2011 17:15:33 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

Gwiazdy tańczą w Mordorze, Ziemniak Sprawiedliwości i im podobne natury wybryki... DO PEŁNA!

Witajcie, kochani. Tak, wiem co powiecie- znowu dawno mnie tu nie było. Podjęłam pracę, a w wolnych chwilach porywają mnie gry komputerowe. Tak, Cygan miał małą przerwę, a wszystko przez oczekiwanie na wgranie zdjęć, które nadal się wgrać nie chcą... Trudno, już jedna niewiasta czyniła wyrzuty za brak notki, a więc nie czekam dłużej na zdjęcia, tylko czas opisać, bo już i tak nie pamiętam pewno wszystkiego co chciałam...
Programu punkt pierwszy- JDMy!

Dzień 1: Chata pełna

Na początku była wspólna podróż. Spotkanie wczesnym rankiem na dworcu, bilety i zakotwiczenie w pociągu. Wspólne rozmowy, "Mój bagaż", problemy biletowe, poznawanie poprzednich JDMów... Potem był dworzec w Olsztynie. Dworzec, który już kocham całym sercem. I toalety o niespotykanie wysokim standardzie, galeria sztuki, która natchnęła do interesu w przyszłości... Dalszych rozmów ciąg i zastanawianie się, czy nie będziemy jechać dalej tym samym pociągiem...
Tak, później dalsza podróż, ale już nie taka zwyczajna. Z Bliskimi, częściowo spędzona na wkurzaniu Ryjka i "przedstawieniach" przez fotel. Ale było i coś ważniejszego... Jedna z bardzo ważnych rozmów. Poznałyśmy o sobie bardzo wiele... I wtedy chyba po raz pierwszy tak prawdziwie poczułam tę metaforę szklanego lustra między nami... Dziwnie się czułam i nadal mi z tym dość dziwnie... Ale w sumie... interesująca sytuacja...
Potem Ryjek się odłączył, a my ruszyłyśmy PeKSem albo raczej.. PeKaSikiem, w którym ledwo się udało zmieścić. Ale w końcu wylądowałyśmy na miejscu. Nie pamiętam szczegółów co dalej, wiem, że szukałyśmy noclegu i skończyłyśmy dość.. oryginalnie. Posiłki, sprawy organizacyjne, modlitwa, a wieczorem jedna z piękniejszych rzeczy, czyli całonocna impreza taneczna w świetle gwiazd przed Bazyliką... A, no i oczywiście ciekawe przypadki taneczne, czyli nie ma to jak kręcić się cały wieczór obok mężczyzny, dopóki nie poprosił cię w końcu do tańca xP Swoją drogą całkiem ładny był :) Tylko tajemniczy Ukrainiec wyjechał dnia następnego... Ale miła była wspólna droga powrotna.

Dzień 2: Pełnia radości

Pierwsza jutrznia, później, nie pamiętam zbyt wiele... A, początki warsztatów, gdzie nasi nie dojechali, ale szanowny kolega nas przygarnął i wypełnił czas podstawami. Miło było znów poczuć dotyk majdanu pod palcami i wystrzelić strzałę... Zwłaszcza pierwszy strzał na odległość :) Piękne uczucie... A potem przygotowanie do prezentacji i próby scenki. Nie ma to jak grać kawał złej, paskudnej żaby xP KŁEEEBEK! Szkoda tylko że jednego pięknego zdjęcia się nie udało zrobić. A żaby były złe, wredne i potrafiły się nawet niestosownie wyrażać! A ja zostałam żabą ugryzioną przez wilkołaka i nadal udziela mi się to w czasie pełni księżyca: REKUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUM!!!!
Wieczorem prezentacje. Ludzie się postarali, scenki były świetne, nasza też się podobała. A wieczorem- druga impreza nocna.

Dzień 3: Pełne ręce roboty

Pierwszy dyżur, choć jeszcze nie w sławetnym miejscu, o którym później. Ziemniaki. Grupowe obieranie ziemniaków, przy którym rodziła się masa genialnych tekstów. Koedukacyjny garnek i dlaczego taka piana między ziemniakami obojga płci, historia słynnego Ziemniaka Sprawiedliwości, przyśpiewki oraz wielkie myśli filozoficzne- uczcie się pokory od ziemniaków! No co- to przecież budujące jak ona bez słowa godzą się na swój los i idą na śmierć! ^^' Tak, praca szła całkiem sympatycznie.
Konferencja, obiad.. Hmm i to chyba tego dnia była pierwsza kąpiel w jeziorze w wybornym towarzystwie i akcje z wyskokami i w stylu "A masz!". A może kąpiel była później? W każdym razie- było miło :) I były pierwsze warsztaty, ale o warsztatach później, bo ciężko to rozbić ;)

Dzień 4: Pełna łaski

Nie pamiętam już zbyt wiele z tego dnia, były warsztaty, może wtedy była także miła gra w kafejce i poznanie kilku nowych, fajnych osób..

A jednak aparat podpowiedział wiele. Wyjątkowy dzień, gdy odwiedzili nas rycerze, a i jeszcze wcześniej. Dotyk prawdziwego miecza pod palcami, a potem spełnienie jednego z najdzikszych i szalonych marzeń, których spełnienia się nie spodziewałam- pierwsza walka na miecze. Dziękuje się bardzo miłemu towarzyszowi za wspólną walkę, nawet jeśli była niezbyt równa ;P Piękna rzecz, ja chce jeszcze raz!

Dzień 5: Pełnia człowieczeństwa

Kurcze, trzeba było zrobić zdjęcia planom dnia :P Któregoś był wieczór karaoke, a tego mieliśmy jakiś dyżur, tak, chyba wtedy była nasza pierwsza wizyta w Mordorze. Czytaj- dyżur zmywania. Góra roboty, sprawdzanie morali za sprawą "Ogórka"... Tak, motyw Mordoru trzymał się przez cały czas wyprawy. Gdzieś po drodze wiele kolejnych, ważnych rozmów, a tego i konferencja, która do mnie akurat zdecydowanie nie przemówiła... I chyba kolejne, wieczorne przesiadywanie w kafejce.

Dzień 6: Full wypas

Albo raczej Dzień Pełen Łez.
Dzień szczególny, który ze względu na kilka wydarzeń zasłużył w sercu na szczególną uwagę...
Tzw. dzień wolny, w którym, jak to było na planie napisane: można/należy wyjechać. No to ruszyliśmy. Na początek piesza podróż do pobliskiego miasteczka. Droga według moich rozeznań długa, ale jak to zwykle bywa, w miłym towarzystwie bynajmniej nie tak męcząca, jak się spodziewałam. Ruszyliśmy większą ekipą, która jednak po chwili rozbiła się, tak, że znów zostaliśmy w naszym towarzystwie. W rzeczy wszelkich pamiętam tylko robala na "niemoralnym miejscu" i coś ze zrywaniem owoców...
Wspólna droga, zwłaszcza długa, sprzyja wszelkim rozmowom. A zwłaszcza także i tym ważnym. Kolejna, tak znacząca. Pamiętam rozmowę i udawanie, że nie wiemy, co planuje nasz towarzysz. I pamiętam jedną z dziwniejszych i wyjątkowych rzeczy... Pamiętam łzy, na jedno wydarzenie... Łzy bolesne... tęsknoty? Pewnie nie świadczą o mnie najlepiej, ale po prostu są... Jednak je przyuważyła... Ale nie to było najdziwniejsze. Najwspanialsze było, że... ZROZUMIAŁA! Chyba po raz pierwszy ktoś zrozumiał, bez słów wiedział o co tak naprawdę chodzi, skąd ten smutek, skąd przyspieszony krok, skąd chęć chwili samotności... Cóż, przyszła moja kolej wyznań. W sumie i tak były to tylko dopowiedzi, bo już wiedziała dobrze, w czym rzecz. Nie powiedziała nawet słowa krytyki. Rozmawiałyśmy długo, a potem byłam już pewna- między nami jest lustro. A w zasadzie to szyba. Spojrzysz na jedną, a widzisz drugą. Nie spodziewałam się takiego podobieństwa między nami, że nasze losy mogą być tak podobne... Cóż, historia lubi się powtarzać, początek relacji był w sumie podobny jak z Najbliższą.
I był miły gest Ryjka, który spoczywa obecnie na półeczce po trudach dojazdu ;)
Potem doszliśmy do miasteczka. Zwiedziliśmy zamek, z którego wyszło sporo pięknych zdjęć. Lubimy zamki. I lubimy miecie na stoiskach :P Później polowanie na obiad i dłuższe oczekiwanie na stolik w pizzerii. (tak to jest, jak cała grupa się zwali do jednej knajpki ;P) W końcu dostaliśmy, zamówiliśmy, zjedliśmy, kolejne rozmowy, a przy okazji Ryjek umie jeść nie tylko jak po kręceniu Koni xP Acz wyszło, że obojgu było mało jedzenia^^(').
Następnie wizyta w kościele, w którym przyspieszony kurs z historii sztuki, debaty na temat kornika kołatka i parę innych. Pozostawienie zakupów w ciekawym miejscu, zakończone wizją: - (mlask mlask) niam, niam, mów, synu, mlask, mniam. A potem jeszcze jeden element podróży, który odkrył nam kilka rzeczy, które jednak ze względu na osobisty charakter pozostawię dla siebie. W każdym razie, jak się okazuje, mamy z Ryjkiem więcej wspólnego i jak widać nieźle się uzupełniamy... Choć żadne z nas się raczej nie popisało. A ja odkryłam w sobie coś z kota...(gorzki, ironiczny śmiech autorki)
Wydarzenie niestety wytrąciło psychicznie równo, a nogi trzęsły się jeszcze długo... Chwila na uspokojenie, a potem w drogę na przystanek. Może jednak nie wyszłam na straszną idiotkę? W każdym razie miło było usłyszeć po wspólnych rozmowach Taka po prostu jesteś i nie ma w tym nic złego.
Po powrocie wspólne lody, a wieczorem festiwal twórczości wszelakiej, z którego pamiętam głównie piosenkę scholastyków, "Gwiazdy tańczą w Mordorze", żonglerkę, "Nie ma wody pod prysznicem, a studenci bardzo chcą się myć"... I ogólnie było wesoło, prowadzenie w stylu kabaretowym, fajna rzecz.
A jeszcze któregoś dnia wcześniej pamiętam występ teatralny jednego gościa. Gościu też był genialny, występ świetny, czasem wesoły, czasem do pomyślenia.

Dzień 7: Pełnia miłości

Rano ciekawa konferencja, ciekawe rzeczy na warsztatach, środka dnia już też nie pamiętam dokładnie. Zdaje się, że koszmarny dyżur sprzątania nam się trafił. Wieczorem nabożeństwo i długa adoracja. Piękna adoracja.
Od dnia poprzedniego chodziło za mną, coby porozmawiać z towarzyszką także o jednej rzeczy, która męczyła i w sumie nadal mnie męczy od dłuższego czasu... Zważywszy na to, jaki był motyw przewodni dnia, chciałam to uczynić tym bardziej. Tak więc zaraz potem ucięłyśmy sobie kolejną, długą pogawędkę. Opowiedziałam jej wiele, wiele się także dowiedziałam sama. Poznałam historię ze szczegółami od samej zainteresowanej, ona poznała ode mnie inną. W sumie... piękna jej historia. Czy moja też się tak potoczy? Nadal nie mam odpowiedzi na swoje pytania... Rozmawiałyśmy długo, znów poznałyśmy o sobie wiele, kolejne podobieństwa za nami...
Po rozmowie natrafiłyśmy na kawałek kolejnej nocnej zabawy i przygotowanie do menueta. Początkowo niechętnie, ale zostałam wciągnięta w taniec i ja. Po chwili jednak zdecydowanie spodobało mi się. Jedyna wada i na czym się zawiodłam, to że musieli skończyć akurat, kiedy miałam zatańczyć z chłopakiem, z którym chciałam zatańczyć od początku. Ech... Ale i tak "Biegnę, biegnę, biegnę" rządzi :P Nawet jeśli przy tej okazji oberwałam równo^^' Nocna zabawa i klimatyczny, samotny spacer pod gwiazdami w rytm muzyki. I spora dawka przemyśleń. Kocham takie noce.

Dzień 8: Pełna kultura

Popołudniu prezentacja warsztatów, wszyscy się postarali. Naszą prezentację zostawię do opisu całego warsztatu. Ale było świetnie, nam udał się także nocny pokaz. Sporo zamieszania przez cały dzień.
Wieczorem koncert, który niestety cały mi uciekł przez nerwy i stres oraz lęk o kartę z aparatu. Nigdy więcej się nie godzić na podobny numer! Później ostatnia już impreza pożegnalna, która także mi przeleciała niecoś koło nosa. Większa część czasu spędzona przy ognisko na podziwianiu zdjęć wszelkich. Potem chwila tańców i harców i znów zdjęcia i znów tańce.
Miałam z góry postanowienie nie spać całą noc, jak to bywa ze mną na ostatnich nocach. Niestety, szkoda, że nikt nie chciał towarzyszyć. W każdym razie w tym szaleństwie postanowiłam wziąć... nocną wartę! Tak od 2:00 do 4:00. Więc po tańcach grzecznie się stawiam, lecz po chwili mnie zwalniają. A ja akurat chciałam nawet tę wartę odbyć tym razem^^' Trudno, w końcu uznałyśmy ze znajomą, że mogę się zmyć, więc poszłyśmy szukać zajęcia. Rozmowa z Sierżantem, potem siedzenie w kafejce, gdzie siedzieliśmy w kilka osób prawie do rana, chcąc obejrzeć wschód słońca. Większość się wyłamała, w trójkę poszliśmy o świcie nad jezioro. Woda była ciepła. Zostały chyba dwie godziny do pobudki, a ja zostałam sama. Rozmowa z chłopakiem z ochrony, karmienie kotka, a w ostatnią godzinę nie wyrobiłam sama i jednak zasnęłam...
W ciągu dnia pakowanie, sprzątanie, aż w końcu wyjazd w babskim gronie. Znów dworzec w Olsztynie, na którym zdecydowałyśmy się na pysznego kebaba. Mniam! A potem dalszy ciąg drogi powrotnej w podziale pociągowym...

Było niezwykle, magicznie i przepięknie. Czasem bolało, czasami było ciężko, ale mimo to był to niezapomniany czas i wiele pięknych chwil w pamięci zostanie. Dziękuję wszystkimi, z którymi ten czas dzieliłam. W szczególności moim dwóm Potworkom, z którymi przeliśmy wiele i myślę, że było to potrzebne. I Towarzyszce za te wszystkie tak ważne rozmowy. Dzięki, Kochani :*

Miało być jeszcze wiele do opowiedzenia poza wyjazdem, a i opis warsztatu, ale notka już jest gro za długa, więc nie męczę dłużej i poczekamy z tematem do następnej ;)



Avil 19/08/2011 15:49:55 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

"Życie to porywisty wiatr... Rozdaje skrzydła szaleństwa..."

Ha, dawno mnie nie było na włościach, wiem. Pora wreszcie niedociągnięcie naprawić i nieco powyjaśniać, tym bardziej, że wkrótce znów nie będzie kiedy pisać. Przez ostatni czas strasznie dużo się wydarzyło, strasznie dużo wspomnień, a roboty było jeszcze więcej, aż Cygana nie było kiedy odwiedzić. Wszystkiego nie ma już co opisywać, bo to monstrum by wyszło, a szkoda, bo do opisu jest kurcze wiele... To do rzeczy!

- My już to mamy za sobą, nam się nie da pomóc. No to możemy się jedynie twoją sytuacją pointeresować!

Dawno przestarzałe, ale miało obiecane wspomnienie na Cyganie, to będzie- akcja wolontariatu. Było strasznie fajnie, tak... niebiańsko. I nawet mnie dzieciaki nie zżarły^^' Wyżyłam się artystycznie (hahaha! bardzo śmieszne!), była koronacja Mamy, której później z Ryjkiem układaliśmy fryzurę... I po raz pierwszy odkryłam wtedy, że moim Pyszczkom bynajmniej nie jest obojętny mój los... I... to strasznie przyjemne uczucie, nawet jeśli owe zainteresowanie było okazywane w natrętny i wkurzający sposób. Ale i tak jakoś tak ciepło się na serduchu zrobiło... Wiecie co- ja ich kurcze lubię :) Jakoś smutno bez nich będzie...

- Marcinie, powiedz nam jak masz na imię?
- Yyy... Bożena?

To teraz weselej i mniej poważnie- po drodze była piękna impreza, pełna tajemnych intryg i mrocznych planów, hihi. Wyciąganie poza pokój, pisanie opisów oraz pakowanie prezentu zakończone wdzięcznym "Jak kocha, to odklei!". I Randka w głucho również pełna genialnych tekstów :P I Miecia, która wzbudziła w swym panu miłość od pierwszego wejrzenia! :D

W sferze imprez było jeszcze miłe spotkanie na bilardzie, gdzie oczywiście nadal mi nie szło, ale przynajmniej czarna nie wpadła kiedy nie miała ;P I była wspólna kanapa jak za starych, dobrych czasów :) Lubię was, Paszczurki, wiecie? :)

No i była jeszcze moja pierwsza TP, w której wzięłam czynny udział :) I się pierwszy wiersz spodobał, choć największą furorę i tak zrobiła recytacja szanownego Towarzysza ;) Ale i tak było sympatycznie. Później też znowu było zympatisz ;]

Maraton artystyczny!

Tak, czyli nad czym Avil spędziła ostatni miesiąc, że nie miała czasu na odwiedziny Cygana. Tak to już jest, jak się jest masochistką i lubi sobie komplikować życie teczką i egzaminami. Tia, idealny sposób na spędzenie najdłuższych wakacji^^' Ale od początku:

1. Korki u Mistrzyni
Mistrzyni sama zaproponowała korki, w które wciągnęła także Ryjka do pomocy, choć Ryjek niekoniecznie był z tego zadowolony. Ostatecznie i tak wykazał niezłą cierpliwość, skoro kazali mu kilka godzin leżeć bez ruchu. Choć bezruchu i tak się nie udało osiągnąć i ciągle trzeba było przypominać o utrzymaniu pozycji, co i tak się nie udawało^^' Ale miło było, niezła praca wyszła, a Mistrzyni okazała duże zadowolenie i twierdziła, że zdecydowanie mam próbować dalej.

Drugie korki wypadły mocno spontanicznie, a nawet mi nadal głupio, że tak nie w porę, nawet jeśli Mistrzyni twierdzi inaczej. Ostatecznie potrwały nam do późnej nocy, ale taksówkara była strasznie miła. No i zdecydowanie warto było dla zobaczenia miny Mistrzyni po powrocie, choć w pierwszej chwili nie byłam w stanie jej rozgryźć^^' Ale naprawdę jestem jej wdzięczna za pomoc, po zrobiła wiele.

2. Uzupełnianie teczki
Rozpoczęte poranną wizytą w DA w celu odebrania obrazu, który część zdążyła obejrzeć i nawet zaczęła się licytacja^^
Potem tak miło już nie było, bo musiałam wyrzucić z życiorysu coś takiego jak sen i zaczęło się siedzenie do późnych godzin nocnych połączone z wczesnym wstawaniem. Ale widać warto było mimo wszystko, bo teczka egzamin zdała, a kilka prac dostało zamówienie, że mają wisieć w pokojach, hihi ;)

3. Egzaminy po raz pierwszy
Czyli te we Wsi. Rozpoczęte pobudką poranną, szybkim pakowaniem teczki i sru. Ogólnie kolejka szła strasznie szybko, wręcz błyskawicznie i nim się spostrzegłam, było po wszystkim. Jedynie mocno niepokojące słowa wzbudziły paniczny lęk, ale ostatecznie skończyło się dobrze i przeszłam dalej.

Później już tak ładnie nie było. Stanęłam w tłumie artystycznych geniuszy, czując się niezmiernie malutka, gdy po pierwszej serii niektórzy mieli prawie skończone, a ja miałam ledwo kilka kresek... Tak, poznałam zupełnie nowy, inny świat. Piękny świat, ale nie zawsze miły, bo widać było, że nie znam zupełnie jego reguł. Czułam się jak jakaś dziewczyna z prowincjonalnej wsi, która przyjechała do wielkiego miasta i zachwyca się pierwszym widokiem samochodu, a inni patrzą na nią jak na idiotkę i zastanawiają się tylko, z jakiego ZOO ją wypuścili... To był pierwszy etap. Później pozbierałam w końcu szczękę z podłogi i starałam się trzymać fason, ostatecznie oni też mieli masę błędów.
Drugi etap egzaminu poszedł już lepiej. Naprawdę zaczynam się zżywać z dotychczas unikaną formą artystycznej działalność. Kilku rad mi udzielili, zrobiło się poprawki no i nie było najgorzej. Druga praca już w ogóle mi się podobała :)
A później wreszcie coś co kocham całym sercem, czyli własna twórcza praca. Oczywiście jak zwykle odbiegałam od innych pomysłem i interpretacją tematu, ale widać niekoniecznie było to na moją niekorzyść. Ot, jestem oryginalna ;)

Ostatecznie pobiłam kilka osób na głowę i bynajmniej nie poszło tak fatalnie, jak się większość spodziewała, więc pyszczek nadal mi się uśmiecha ;]

A część ludzi bardzo sympatyczna. Po prawie tygodniu zaczęło się nawet jakieś zżycie. Jedno istnienie i tak mnie straszliwie rozczuliło, gdy się przez nie znów poczułam damą :) A dama jak widać potrafi wzbudzić respekt ;)

4. Egzaminy po raz drugi
Czyli ostatni etap maratonu. Wyjazd o poranku wyjątkowo wczesnym, skoro jeszcze nawet w parszywym radiu grali dobrą muzykę (tak, w czasie trasy utwierdziłam się, że nie cierpię jednej stacji. A co ja poradzę, że na kilka(naście?) godzin jazdy słyszałam ze trzy fajne piosenki?)
W miejscowości docelowej szybko odnaleziony cel podróży. Całkiem sympatyczne miejsce, ładne prace potworzyli. I koedukacyjny kibel! Czyli po czym Avil stwierdziła, że widać, że środowisko artystów xP
Na egzaminie wielka załamka własną głupotą, że zamiast zabrać się za to co umiem, to oczywiście przyszło mi wziąć się za to, co sprawie szczególną trudność. Ale nawet nie wyszło tak źle, elementy główne wyszły fajnie. Szkoda tylko, że zdjęcia nie zdążyłam zrobić. No i w trakcie egzaminu wyjątkowo dobra wiadomość, która jednak w tamtej chwili jednocześnie pogrążyła załamanie głupim wyborem obiektów.
Później decyzja o powrocie na noc, więc ominęła mnie wątpliwa przyjemność noclegu w ewentualnym przyszłym miejscu. Nadal nie wiem czy dobrze to czy źle. Ale była wizyta w przyszłym Centrum Życia. Całkiem fajnie, choć stołówka śmierdzi tanią kuchnią^^'
Drugi egzamin niestety dużo gorzej, ale na szczęście chyba wystarczająco, bo wychodzi na to, że wezmą mnie z otwartymi ramionami :)

Miasto brzmi dobrze, znalazły się odpowiedniki najważniejszych miejsc, więc może nie będzie źle? Kurcze, zwyczajnie się boję...

I znów odzywają się dwa Najkrwawsze... Jedno oczekuje na rekompensatę tego, że się już nigdy nie spełni... Chciałabym żeby choć raz się udało... A drugie... Tak, nadal boli... Nasuwa się znów pewna Postać... Postać, o której nadal nie wiem, co powinnam tak naprawdę myśleć... Dziwnie się czuję z tym wszystkim... Zwłaszcza w obliczu zmian gruntownych, które najpewniej nadejdą... Żebym chociaż wiedziała, na czym to tak naprawdę stoi...

No nic, jakiś najbliższy czas znowu mnie raczej nie będzie, bo szykuje się wyjazd ciekawy :) Czymajta się!



Avil 14/07/2011 21:38:26 [komentarzy 3] Wypełnij pustkę

To tak, coby mi nie zablokowali. Wkrótce jak się wielka akcja zakończy to się nadrobi zaległości ;)



Avil 2/07/2011 08:50:51 [komentarzy 0] Wypełnij pustkę


O sobie samej...

Nosiła czarną koszulę, miała oczy pełne łez, a na imię jej było Avil... Pełno było takich miejsc, w których chciałaby być... Płakała z deszczem i nocą, szukając swoich gwiazd... Pytała wciąż o to samo...
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... Gdzie jest mój dom... dom... dom...
Lato wybuchło miłością i biegła odtąd jak biała, szalona wilczyca... Lecz siły coraz mniej miała w drodze we mgle... Może kiedyś pójdą razem szukać nowych gwiazd... Pytając wciąż o to samo:
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... gdzie jest nasz dom... dom... dom...


"Wiec zostaje tylko to..."

2012
Kwiecień
Luty
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Ksiega przemian

Zostaw odcisk łapki


Fajnie, ze jestescie...

blog Lill
blog Ulki
blog Czarnusi
blog Ani M
wilki
więcej wilków
jeszcze więcej wilków
pomóż ratować wilki!
WILKI- zespół
Wilcze Stado
War&Love- strona Roberta G.
Stadne forum
Strona Moniki G.
MADAME
Przystań Ocalenie
blog Nuteczki
blog Doroty
blog Ziema