Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
"Ogrzej moje serce, niech chłód je omija... Niech świat co tak pędzi dla nas się zatrzyma..."

Frohe Weihnachten! :)

To coby tradycji stało się zadość przechodzim do tradycji :)

Lillchen: Paszczaku Ty mój! Jak przed chwilą mówiłam- pewnego aktora w pewnym filmie ;) miliona dwóch powieści wydania, przyjaciół do kochania, zdrowia i miłości, żużla, żużla i jeszcze raz... Rosji ;) :*:*:*:*

Ziemo: żużla, sportów i kolejnych sukcesów książkowych ;) zdrowia, radości i uśmiechu i cierpliwości do Twej Krowy Fioletowej ;P

Łucznik: Łuków, strzelb i innych pistoletów ;) Wariacji lipkowych na codzień i od Lipki, sukcesów na wirtualnych polach bitew i dużo uśmiechu ;) Btw. obiecana notka o Łodzi jako że obiecana była, to się pojawi. Kiedyś...

Dorsz: Miłości, radości, uśmiechu, prawdziwych przyjaciół i ochłody wśród ślubnej gorączki :P

Tradycja, tradycją, a czas czasem, więc ino najważniejsi czytelnicy tym razem wymienieni będą.

Wszystkim pozostałym serdeczne życzenia i Frohe Weihnachten! :)



Avil 24/12/2013 13:06:13 [komentarzy 0] Wypełnij pustkę

Wielkie kino

Tak, tak, wiem, wieki już całe notki nie było. Cygan powoli traci swoje przeznaczenie jak widać, wybacz przyjacielu. Tym razem jednak mnie siekło strasznie, w życiu się dzieję, a tylko Cyganowi mogę nadmiernie pomędzić. Ale po kolei.

"A gdybym był Młotkowym, na Ziemi z młotkiem szalał..."

Zakochałam się.
Znów się zakochałam nieodwołalnie w dziele filmowym. Może i banał, może komercha, może oklepany, a jednak do mnie trafił niezwykle, jak dawno żaden.
W głośnikach soundtrack i znów jakieś dreszcze wzruszenia mnie biorą. Nie będę pisać recenzji, bo ona powstanie już w innym miejscu. A w recenzji i tak nie wszystko opisać można. A mnie siekło nieźle. Straszliwie się cieszę, że jednak poszliśmy, gdyby nie nadmierna, korcąca ciekawość technologiczna, pewnie byśmy się nie namówili, a ja bym stwierdziła, że szkoda mi kasy i czekała, aż puszczą w TV. To byłby błąd. Film zdecydowanie wlazł mi na listę najcenniejszych. Właściwie dlaczego? Czemu mnie tak siekło? Może czas w życiu, może okoliczności, może zwiększony ekran zwiększał też emocje?
Jedno jest pewne i jedno mnie poruszyło strasznie- dawno już nie miałam takiej ochoty poryczeć się na filmie. Raczej rzadko mi się zdarza wylewność na filmach, ale na tym miałam już praktycznie łzy w oczach. I to wcale nie na jakiejś wzruszającej scenie, wcale nie na wielkim klimacie, wcale nie na końcówce, która miała być typowym momentem do łez. Ja chciałam ryczeć na tej prostej, rzec można- banalnej. Pewnie niewielu dostrzegło tam to co ja, a dla mnie dwie sceny były niezwykłe i takie.. piękne. Tak piękne, że dawno się tak nie wzruszyłam.
Rzeczą oczywistą jest, że film podbił me serce marvelowskim klimatem i humorem niezwykłym. Kocham was za "Przed Tobą jest cała kolejka", kocham was za odwieszanie młotka, za cudowną akcję w metrze (kurcze, ja chcę być statystką! Aj, zagrałabym se laskę z metra... ]:-> ), za "relację na żywo", kluczyki od auta i wiele, wiele innych. No i oczywiście za kilku bohaterów, choć nie trudno się domyślić, którzy podbili mnie najbardziej i w którym miejscu filmu załamałam się strasznie z cichym głosikiem w głowie "Nie róbcie mi tego!". Swoją drogą powoli staję się starą wyjadaczką, coraz rzadziej łapię się na sztuczki filmowe. Choć i tak się dziwię, że pewnie większość nie kapnęła się w jednym wydarzeniu i szokiem było zakończenie.
Kurcze, słucham tego soundtracku i jednak jest moc! Ja ce jeszcze raz! I ce poprzednie części! I ce ten film na jakiejś randce, hihi! :D A co ja poradzę, że w moim uznaniu jest niezmiernie romantyczny? Ale ja zawsze miałam dziwne pojęcie romantyzmu ;)

"What if I wanted to fight"

"I tried to be someone else
But nothing seemed to change
I know now, this is who I really am inside
Finally found myself
Fighting for a chance
I know now, this is who I really am"

-Smoku, już czas, żebym opuściała tę wieżę...
- Jesteś pewna? Gdzie się podziejesz? Co zrobisz?
- Będę musiała nauczyć się żyć... Co innego mi pozostaje? Spójrzmy prawdzie w oczy, książęta wolą teraz doglądać bircepsa niż chwycić za miecz...
- Ale... co ze mną, jeśli odejdziesz z wieży?
- Nie wiem, smoku... Może też zacznij wszystko od nowa? Chodź, pójdziemy razem w świat.
- No a co, jeśli jednak książę się pojawi?
- Zostawię mu na łóżku kartkę. Będzie chciał, to mnie odszuka.

Nie pytajcie. Co zresztą mogę odpowiedzieć?

Pora się wziąć za siebie i swoje życie. Coś się we mnie przełamało. Tak, w dużej zasłudze owego filmu, który chyba dlatego stał się jeszcze bliższy mojemu sercu. Zatęskniłam. Zatęskniłam za jednymi z najgłębszych pragnień, wyszły na wierzch jak przebiśniegi. I mnie kłują. Kłują, wypominając, że nie odważyłam się spróbować od razu. Z jednej strony nie żałuję, że tak potoczyło się życie, nie czuję, że te trzy lata są zmarnowane. Wiele się nauczyłam, sporo dokształciłam, odwiedziłam Miasto DBt... To dobry czas. Jednak z drugiej strony kłuje mnie tęsknota, za tym, czego pragnę najbardziej. Olać, że to trudne, olać, że nie ma perspektyw, olać, że będę bezrobotna. Będę bezrobotna jak po wszystkim, a przynajmniej będę tkwić w tym, co naprawdę kocham. I z tej miłości mogę się trudzić nie wiem ile, mogę mieć więcej pracy niż obecnie, ale to przynajmniej kocham, a obecnej roboty na pewno nie na tyle. Wiem czego chcę i zamierzam do tego dojść. Może potrzebowałam czasu, potrzebowałam przekonać siebie, że mogę mieć szansę, przekonać innych, by tę szansę mi dali. Choć pewnie i tak czeka mnie kilka trudnych i nieprzyjaznych rozmów...
Chcę spróbować. Chcę spróbować jak nigdy. I czas się przygotowywać już teraz. Choćbym miała siedzieć nad tym nie wiem ile, choćbym miała męczyć się po nocach, choćbym miała znosić nawrót szkolnego piekła, choćbym miała codziennie ćwiczyć aerobik, choćbym miała wyciągnąć kasę na dodatkowe kursy- zrobię to! Choć już czuję w nogach dzisiejszą sesję- zrobię to! Nie wiem jeszcze jak, ale zrobię! Dostanę się! Muszę! Chyba jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak zdeterminowana, jak dziś.
Potrzebowałam tylko jakiegoś znaku, jakiegoś kopa mentalnego. Trafiło na film, którego autorzy nie zamierzali wykorzystywać, do kopania Avil po tyłku, ale jednak im się udało. Kur, jeśli on mógł, to ja też mogę! I uda się!
A jak nie, to obie wpadniemy w mroczne czeluści, moja Mucząca...

Wciąż powraca mi we łbie przypowieść o talentach. A co ze sługą, który najpierw ukrył talenty, a później się opamiętał, odkopał je i spróbował jednak pomnożyć?...

Dobra, chyba jestem dla siebie zbyt surowa. Ostatecznie rozwinęłam w tym czasie inne talenty, a i głównego wcale nie zaniedbałam. Za to dano mi szansę, żeby jednak przekonać do tego najbliższych.

Boję się. Koszmarnie boję się, jakbym już jutro miała mieć te egzaminy.. I szczerze- chyba bym wolała. To lepsze niż stresować się cały rok z pracą dyplomową na głowie... Nie wiem, co z tego wyniknie...



Avil 13/11/2013 23:57:51 [komentarzy 0] Wypełnij pustkę

"Więc zostaje tylko to.. Parę miejsc, kilka zdjęć... Wiara w ciszę, że nie kłamie nikt... Nie zabiję nocy..."

Krótka lekcja "chemii".

Metale dzielą się na lekkie, szlachetne i ciężkie. Ten Metal akurat zdecydowanie należy do ciężkich. Co do szlachetności, ta tymczasowo pozostaje niezbadana. W każdym razie jak twierdzą głosy naukowe, nie mógłby być zarazem szlachetny i aktywny, a w niektórych reakcjach wykazuje zaś aktywność. Trzeba widać poddać badaną Próbkę testom i ustalić wartość zachodzących reakcji.

Jak powszechnie wiadomo Niemetale wiążą się z Metalami, co powinno być
sprzyjające dla badanego problemu. Co więcej Niemetale tworzą z Metalami stabilne Cząsteczki, co stanowiło by solidne Oparcie dla obu Atomów wykorzystywanych w Reakcji. Jak wykazały dalsze badania Cząsteczki te wiążą się Wiązaniami Jonowymi, uwspólniając swoje Elektrony.

Produkt takowej Reakcji może stanowić np. Sól, co oznaczało by, że dewizę życiową powstałej Cząsteczki stanowiłaby Reforma Solona.

(notka z 21/10/2008 21:21:11)

Wybaczcie, aż musiałam wsadzić tu tego starocia :D Podobnie jak aż musiałam zajrzeć do znajdującej się pod nim notki z Kongresowej, co zaowocowało włączeniem nagrań do pisania notki... Kurcze, wieki całe tego nie słuchałam już...

Czemu ten fragment akurat tutaj? Ano wszystko przez jednego i tego samego Metala, który nie wiedzieć, a może właśnie bardzo dobrze wiedzieć czemu, zaplątał się do mojej głowy. Wzięło mnie na wspomnienia. Choć w sumie teraz wszystko się zmieniło, w stosunku do tamtejszych wyników Badań. Niemetal chyba sam przekształcił się w atom Metalu, a już chciałam odrzec, że Metale z Metalami się nie łączą, no, ale przecież wszystkie stopy itp. Ale do tego, to już chyba potrzebny wyjątkowo wysoki poziom namiętności, hihi^^' Cóż, przywykłam już do tego, że wspomnienia mi wracają i że moje drogi z Tą Osobą będą się krzyżować co jakowyś czas. Grunt coby Reakcje nie były zbyt gwałtowne, nie?

Wiecie, dochodzę do wniosku, że to istnienie naprawdę doszło już w moim życiu do miana legendy. Legendarne akcje, legendarne teksty, legendarne sytuacje. I nie powiem, patrzę na to wszystko i jakaś sentymentalna łezka mi się prawie w oku kręci. I nie, bynajmniej nie są to złe łzy, te wyschły już dawno. Teraz... śmieszy mnie to. Zwyczajnie śmieszą mnie te wszystkie wspomnienia, jakoś tak wesoło na serduchu się robi. Nabrałam dystansu i miło to odczuć. Cóż, może kiedyś podobnie będę w stanie myśleć i o P. ale.. do tego chyba jeszcze sporo czasu trzeba.

Człowiek Legenda a do tego Zagadka. Wielu rzeczy do tej pory nie rozumiem i chyba nie zrozumiem nigdy. I chyba nawet zrozumieć nie chcę, to by zabrało całą atrakcję i pewnie uciekła bym z krzykiem ;P Acz jak przypomniałam sobie ostatni gest... Tak, to było.. dziwne. Ale miłe i niech takie pozostanie. To jak jazda samochodem z G.- miłe wspomnienie na koniec historii :)

Zajrzałam do archiwum. Po raz pierwszy od x lat zajrzałam do tamtych rozmów. I naprawdę chwycił mnie sentyment za gardło niezły. Kurcze, ile to już lat... A mnie nadal wzruszają te teksty, nie powiem, aż brakuje mi czegoś... Na szczęście przez te lata odkryłam, że nie jest jedynym, a te braki mogą wypełnić inni. Choć każdy i tak zawsze będzie inny. Cóż, współczuć mogę jedynie biednemu Łucznikowi, któremu przyszło gadać ze mną jak wpadł w ów dziwny i tajemny stan i prawie poczęłam czynić jeszcze dziwniejsze zwierzenia.. Wybacz ;)

"Halo! Halo! (...) ona czarna, a on blondyn..."

Moje życie chyba wcale nie jest tak skomplikowane, jak myślałam. Nie. To ja sama je sobie tak komplikuję. I mogłabym się kurcze wreszcie zdecydować czego ja chcę w życiu. I kogo.

Ciekawe, że wczoraj Szanowny Towarzysz raczył rzucić takie pytanie jakie rzucił. Akurat w momencie moich usilnych rozważań na jeden temat. Coraz mocniej myślę o przeprowadzeniu tej rozmowy... I wiecie co, tu już nie chodzi bynajmniej o jakieś głupie włosy, nawet o brak miłości do psychodeli ani o inne drobnostki... Chodzi mi tylko o przyjaźń... I o rozmowę sprzed kilku miesięcy... Czy to ma w ogóle jakikolwiek sens? Czego ja chcę...

Za dużo się ostatnio znów otwieram chyba.. Tym razem padło do Łucznika, który swoją drogą powinien mnie już mieć powoli dosyć^^' A w temacie to tak, doceniam starania i odwdzięczam się wspomnieniem w notce któryś raz ;P

Hmm... Wiesz co, Lillchen, z nas dwóch to chyba jednak ja jestem bliższa Rózi- to ja się zadaję wyłącznie z facetami i psychopatami, a najlepiej oboma w jednym xP Dlaczego ja nie potrafię mieć normalnych znajomych i prowadzić normalnych rozmów, co? Ano tak, bo wtedy nie byłabym sobą, a i tylko równi szaleńcy są w stanie ze mną wytrzymać xP No, w końcu wizja Avil bez głowy w rozmowie z Szacownym Łucznikiem też o czymś świadczy, hihi:

<kręci załaną głową>
*załamaną

<patrzy jak załamana główka Avil odpada jej z karku, i spada na klawiaturę>

uuu....

<nakłada główkę z powrotem na kark, przyszywa i głaszcze>

<lekko rozkojarzona główka Avil patrzy złowrogo na rozmówcę>

aaa, no tak, tył naprzód przyszyłem.
a na kursie krawieckim był? <pyta po tym jak nici pękają, a głowa opada na podłogę>
no właśnie nie. ale kiedyś przechodziłem obok maszyny do szycia
(...)
a co Ci się niby nie podoba w moim stanie? <odpowiada podbijając sobie głowę nad... yyy... karkiem jak w siatkówce>
(...)
ała!
(...)
<nieutrafiła odbijając i wsadziła palec w oko>
<proper facepalm>
(...)
<postanawia zignorować uwagę rozmówcy i wraca do zabawy w odbijanie główki>
NIE, CZEKAAAAJ!!!!!!... ups...
<wybiła za mocno i głowa uciekła>
<wstaje, i zaczyna szukać głowy, świecąc latarką przy podłodze>
całe szczęście, że tu nie ma kuwety, albo akwarium z piraniamii
bo byś pewnie tam wylądowała ze swoim szczęściem
<pozostała część ciała przyjmuje obużoną postawę>
<wyciąga ostrożenie głowę Avil z kurzu, i trzymając na wyciągnięcie rąk patrzy jej w smutne oczka>
<mimo braku głowy strzela focha z przytupem>
no już już.
<głaszcze po głowie z roztargnieniem>
(...)
jak myślisz, ile wziąłby krawiec za przyszycie? [głowy]
z trzy dychy
wiesz, generalnie gdybyś weszła do krawca z głową pod pachą, to nie tylko Ty miałabyś tam urwanie głowy.
(...)
ej, a może weź zacznij sobie tą głową obracać
a ja będę śpiewał "zakręcona, zakręęcona"
<bierze głowę do ręki i próbuje zakręcić na palcu jak koszykarze>
<głowa znów ląduje na podłodze, po czym stacza się do piwnicy>

Generalnie obecnie nasuwa mi się tylko jeden komentarz na tę historię:
"Manewry motorniczy miał nazbyt brawurowe.
Tramwaj bez pardonu chulnął i odebrał mi głowę.
Więcej moja głowa w tramwaju nie postanie.
Komunalne linie granda. Oddać głowę, dranie!"

Wiesz co, Łucznik, my to powinniśmy chyba jakiś dramat razem napisać. Chociaż to dopiero byłby DRAMAT!



Avil 28/05/2013 22:30:30 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

"Wiatr rozwieje pył, istnień naszych ślad... Kto potrafił żyć, życie umiał brać?..."

No i wypadałoby znów coś naskrobać, choć przez ostatnie zajęcia padam na pysk i nic mi się nie chce z notką włącznie. Tak, rzeźba to jednak rzeczywiście sztuka bardzo vulgares, bo po trzech dniach już praktycznie rąk nie czuję, a z każdym dniem coraz trudniej utrzymać młotka w dłoniach. Na samą myśl, że jeszcze dwa kolejne wszystko mnie boli^^' No, ale cóż, z drugiej strony można się poczuć artystą (z) pełną gębą, a co ;] I co z tego, że pełną piachu i innego pyłu^^'
Tia, gdyby jeszcze w poniedziałek ktoś mi powiedział, że będę spokojnie walić młotkiem i dłutem w kamień to bym go wyśmiała. No, teraz już zrobić tego nie mogę, choć czuję się dziwnie i mam wrażenie jakiegoś Tygodnia Popielcowego, biorąc pod uwagę codzienną ilość pyłu i kamiennych odpadków we włosach. Ale wiecie co? Kocham to! Co z tego, że łapy bolą, mogłabym robić w przyszłości jednak te nagrobki w piaskowcu, a co!
Ale nigdy więcej gołych bab! A jeśli już, to przykro mi bardzo, ale chyba zrezygnuję z cenzury, bo ocenzurowane gołe baby są jeszcze gorsze do wykonania w kamieniu niż bez^^' Tia, jedyna kobita, której mogę powiedzieć wprost, że tyłek to ma z kamienia ;P Choć w tym układzie powinna mieć miękkie serce, a tu jednak też z kamienia.. Ale i tak ją lubię. Poza tym, że jest okropna w wykonywaniu! Trza było se znaleźć prostszy motyw..
A Herma to chyba swoje rzeźby też wykonywała w kamieniu- tu najłatwiej o rzeźbienie dalej, aż do zniszczenia...^^'

Do tego, jak to ja, znowu się jaram. Ja chce już walentynki 2014! Powoli doczekuję się ekranizacji Akademii, choć i tak rzecz jasna, jeszcze bardziej wyczekuję Frostbite'a, ale Akademia też mnie uszczęśliwia wielce :D Choć jak przed chwilą czytałam fragment Szponów i prawie się poryczałam, to już się boję co będzie na filmie jak go dobrze zrobią, choć pewnie ryczeć to będę nawet jak źle zrobią. No dobra, zmieniam zdanie, w końcu wybieramy się z moim Krowołakiem, a z nim to i nabierałyśmy niemoralnej głupawki, jak w tle puszczali śmierć Zgredka. Co ciekawa żadna z nas już nie pamięta o co chodziło z głupawką. No, ale.
Obsada jak to obsada- część pasuje mi idealnie, część budzi poważne obawy, ale zobaczymy co z nich zrobią. Tylko błagam, nie skopcie mi Christiana, bo będę gryźć! Choć za nazwisko w teorii mogłabym mu wybaczyć xP Dobra, i tak wiadomo, że bardziej będę napierać na kogoś innego, hihihi ;]
Efekt tego wszystkiego? Powróciłam do pisania Białej. I potwornie żałuję, że nie wzięłam mojego zeszyciku z białymi informacjami, bo wielce by mi się przydał. Acz skąd mogłam wiedzieć, że u Niemców podłapie mnie wena? No nic, będzie trzeba zrobić chyba nowy rozkład jazdy, bo przydałby się. Za poplątane te wątki co po czym. Tia, jak się pospieszę z pisaniem, to Niewiedrow może się nie zestarzeje do czterdziestki i będzie można go wziąć do roli dwudziestolatka xP I co z tego, że nie mam bladego pojęcia, czy facet w ogóle potrafi grać- jest IDEALNY na Saszę! Wiem, nakręćcie mi najpierw ekranizacje, a potem ja to sobie spokojnie spiszę, co? xP
I oczywiście wracanie do Białej zaowocowało tym, że na nowo żal mi moich bohaterów. Zwłaszcza na końcu. Żal mi Laury, Saszy to żal mi niewyobrażalnie... Najmniej było mi żal Samira, bo on tylko leżał i umierał. Ale w sumie uświadomiłam sobie bodaj dzisiaj jak zakończyła się dla niego ta cała sytuacja i jak on po tym wszystkim wyglądał i... tak, jego też mi żal mocno. Ech, czemu zawsze muszę być destrukcyjna dla moich bohaterów?

Rzekłabym, że życie mija powoli, ale mija bardzo szybko i już prawie połowa wymiany za mną. Szkoda. Wiedziałam, że tak będzie, nawet jeśli miałam stan, w którym nie chciałam wcale jechać. Czas się kończy, a mi w głowie siedzą myśli mroczne i tajemne. Trudna droga przede mną, ale w sumie czy ja kiedykolwiek chadzałam łatwymi?
Wiecie, kiedyś sądziłam, że jestem istota nieambitna, że nie ma we mnie ambicji zbyt wiele, albo wcale. Teraz zauważam patrząc na ostatnich kilka lat, że jestem aż nazbyt ambitna i to momentami do autodestrukcji. Ironio, chyba powtarzam błędy, która sama komuś wyrzucałam!

Normalnie rzekłabym, że pogoda ładna- chmurki, deszczyk, żyć nie umierać. Ale jeśli owocuje to choróbskiem, to już mniej mi ten układ pasuje. Próbuję mu przeciwstawić dietę cytrynową, ale coś mało skutkuje. Albo ja jej za mało skutkuje. No nic, powoli się nawet przyzwyczajam do tego cytrynowego życia.

A tak w temacie życia i śmierdzi, to chyba fizycy mają normalnie jakiś okres godowy... Ja się boję!
Może ja się jednak nie nadaję dla facetów? Może trzeba se znaleźć inne hobby? A jeśli nie, to naprawdę, coraz bliższa jestem temu, aby jednak po powrocie przeprowadzić prawdopodobnie jedną z najtrudniejszych rozmów w moim życiu... Co wyjdzie- zobaczymy



Avil 23/05/2013 19:44:49 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

Opowieść o dwóch Rycerzach

Tak, klimat dziś bardziej rycerski. Ale wybaczcie, zacząć muszę od owej głupiej bajeczki, w którążem się wciągnęła, bo poniekąd i od niej się opowieść zaczęła.

Jestem z siebie dumna. Przebrnęłam przez prawie dwadzieścia odcinków, które zdecydowanie powalały swoją inteligencją i odstraszały maksymalnie. W tym momencie kochajmy spoilery, bo gdybym nie upewniła się, że jednak ukochany wątek będzie miał kontynuację, a najciekawszy bohater nie zginął, to rzuciłabym oglądanie tego już dawno. Przepraszam bardzo, ale Robin spotykający UFO to już za duża abstrakcja, nawet jak na mnie... Ech, ale jednak za taką perełkę jak "Mgła i wiatr" jestem w stanie im wybaczyć 80-90% głupich wątków. Jeden motyw wyszedł im cudownie i zdecydowanie zasługuje na miano perły wśród takowych, a brakowało mi już takich perełek. I takich bohaterów. Mentalnie ganiam w koszulce "Team Gilbert", a przez to wszystko poczęłam znów pogrywać w komputerowego Robin Hooda i od razu przeszłam misję, którą porzuciłam wieki temu. Tylko przepraszam, ale zwroty "Robin Hood" i "Rycerz" w połączeniu kojarzą mi się jednoznacznie, więc reaguję szaleńczym śmiechem, gdy tylko takowa jednostka w grze się pojawia xP I ostrzegam, jeśli pojawią się rycerze w czerni, a zdaje się, że takowi byli, to po padnięciu trupem robię print screena i wklejam z dopiskiem "Rycerze Czarnej Róży" xP A mangowy Robin to kurcze niezła świnia jest! Biedny Gilbi :( Gilbiemu swoją drogą też honor należy zwrócić, bom się spodziewała, że po powrocie zmieni się w nudną postać, a jednak okazał się jeszcze ciekawszy, hihi.

Ale do rzeczy, nie o tym miała być opowieść, choć opowieści jak najbardziej się łączą. Opowieść miała być o dwóch Rycerzach.
Wiecie, kobiety są różne, nienawidzące facetów i ich kochające, samodzielne i potrzebujące kogoś u boku, romantyczne i nie, działające i pragnące, singielki i marzące o Rycerzu Na Białym Koniu.
A ja.. ja żyję swoim dziwnym światem, swoimi dziwnymi zasadami w nim panującymi... A ja jestem dziwna, bo mi zawsze marzył się Rycerz, ale Na Czarnym Koniu. I nie, nie liczę, że ktokolwiek pojmie, co to tak naprawdę oznacza. W pełni to pojęłam przez głupią bajeczkę.
Ale powoli przestaję już w to wierzyć. Przestaję wierzyć, że takie historie i tacy Rycerze mogą istnieć w prawdziwym świecie. Może żyją tylko w fikcji, bajkach i moim własnym, chorym świecie? A może rycerzy już w ogóle nie ma w tym świecie?

Nie, z tym się zgodzić nie mogę. Coraz bardziej uświadamiam sobie, że jednego znam osobiście. Spośród wszystkich znanych mi mężczyzn jeden zdecydowanie zasługuje w pełni na miano Rycerza. I to Rycerza Na Białym Koniu. Wprawdzie wiedziałam to już dawno, ale... No właśnie, "ale"..
Znów dziwnie się czuję. Czemu myśli akurat o nim wciąż wracają? Czemu któryś raz się na nim łapie? I jak zwykle wraz z myślami powraca stare już pytanie... Ale przed oczami mam jeszcze tę rozmowę.. Przecież już o tym rozmawialiśmy, przecież oboje byliśmy zgodni... Acz w sumie po moim powrocie minie prawie rok od tej rozmowy... Czyżbym rzeczywiście miała zamiar do niej powrócić? Jakby to wyglądało?.. Choć wiecie co mnie najbardziej przeraża? Wcale nie to, że wyszłabym na idiotkę, wcale nie to, co sobie pomyśli.. Ale, że na szali musiałabym postawić przyjaźń. Przyjaźń, której nie chciałabym stracić. A ostatecznie Rycerz Na Białym Koniu nie będzie raczej nigdy Rycerzem Na Czarnym Koniu..

I wiecie, powoli naprawdę przestaję już w to wszystko wierzyć... Że to ma jakikolwiek sens... Że coś takiego mogłoby mnie spotkać.. Przestaję wierzyć w jakichkolwiek Rycerzy, przestaję wierzyć w tę całą miłość.. Może dlatego zbieram Fikcyjnych, bo przestaję wierzyć w istnienie rzeczywistości...



Avil 30/04/2013 00:23:01 [komentarzy 2] Wypełnij pustkę

"Tyle w życiu się zmienia... Zaufaj przeznaczeniu..." albo "I will always be with you..."

Hej Paszczaki!

I tak oto kurcze, znowu długo mnie tu nie było. Dużo opisywać, a dziś mi się nie chce długo, więc będzie krótko, bo muszę parę rzeczy powyrzucać, a więcej razem następnym, o.

Miasto HD jest miastem cudownym... Takie piękne i niesamowite... Bajkowe i straszliwie inspirujące. Mam ochotę coś tu stworzyć, spisać, choć i na uczelni aż chce się pracować. Wykładowcy fajni, zajęcia ciekawe, a jako uczestnik wymiany mam niezłe fory :D Żyć, nie umierać. Do tego wreszcie zaczęłam STUDIOWAĆ, błahahaha xP

Miasto obcokrajowców jak nic. Mam wrażenie, że na ulicach więcej obcych niż tutejszych i chyba niewiele się mylę albo i wcale. Choć jak się zamyślę w języku ojczystym po czym usłyszę polski obok siebie, to w którymś momencie zaczynam się gubić, gdzie ja właściwie jestem.
A jestem w miejscu dziwnym, wyjątkowym. Jestem poza czasem i przestrzenią. Jestem w jakimś dziwnym śnie na jawie. Ale.. podoba mi się ten sen. Opłacał się miesiąc codziennej, wymęczającej modlitwy, hihi :) Tak naprawdę nie wiem do końca co się ze mną dzieje, gdzie ja tak naprawdę się znajduję, bo to miejsce wręcz nie ma prawa istnieć. Choć z drugiej strony, każdy sen się kiedyś kończy i przyjdzie mi się obudzić, a ja doskonale znam nawet datę tego wybudzenia, więc w sumie sen może istnieć do tego czasu :) Jest tu jakaś dziwna magia. Chyba nigdy w życiu nie miałam okazji spełnić, a właściwie już spełniam, tylu marzeń na raz. Pozostaje tylko jedno...

Multikulturalna mieszanka, znajomości dosłownie z całego świata... Jest wesoło :) Do tego HD to zdecydowanie miasto DBt. Szłam jedną z głównych ulic i spokojnie mogłabym naliczyć chyba z kilkadziesiąt w ciągu pięciu minut. Jeszcze chwile bym została, a naprawdę skończyłoby się to omdleniem xP

I się zakochałam. Kolejny kochanek na liście mhrocznych kochanków, hihi. Znaleziony przypadkiem, jak chyba ich zdecydowana większość, ale zakochanie nieomalże od pierwszego wejrzenia, a już na pewno pierwszego pociągnięcia mieczem :D A przez to wszystko wciągnęłam się jednocześnie w momentami straszliwie głupią kreskówkę, ale co tam, czasem potrzebna jest porcja głupotek dla odreagowania rzeczywistości :D Acz przyznać trzeba, że sam pomysł na Robin Hooda w wydaniu manga jest poryty sam w sobie :P No, ale jak tu się oderwać od tego, skoro między głupimi wątkami przeplata się Skręt w najczystszej postaci? Ach...<3
I co z tego, że mój ulubieniec ma gorsze wahania nastroju niż baba przed okresem lub w ciąży, i tak go kocham :D I ma doprawdy słodkie dylematy moralne. Tylko logika tego faceta mnie powaliła równo. Bo powiedzcie mi, gdzie tu sens: Rycerz widzi swoją ukochaną, żyjącą pośród leśnych rozbójników, w jakimś szałasie czy nawet innej drewnianej chacie. Stwierdza, że ona zasługuje na coś więcej, więc ją porywa i... wywozi na całkowite pustkowie z samymi skałami i jednym zdechłym pniem, gdzie ją kładzie. No, ale ona zasługuje na coś więcej niż całkiem przyzwoite warunki w leśnej wiosce xP Ale cóż, mężczyźni nie są od tego, żeby ich rozumieć, tylko żeby ich kochać. Czy jakoś tak to szło...
A swoją drogą, Łuczniku nie dziw się mojej miłości, bo sam żeś mnie kiedyś ochrzcił jakżeś ochrzcił, a szacowny kochanek to jeden z fagasów Marion :P

A co do męskiej logiki... Chyba nigdy nie pojmę męskiego toku rozumowania... I chyba nie chcę pojąć... Zwłaszcza jednego... Tego się nie da zrozumieć, to było.. dziwne... Ale w sumie mam chyba nadzieję, że nie chodziło o to, o czym myślę... Drugi raz nie chcę tego przechodzić... Ech...



Avil 23/04/2013 21:25:21 [komentarzy 0] Wypełnij pustkę

"Nic nie zrobię, choć przysięgam, że potrafię..."

- Jeszcze jedna, panie barman!- krzyknęła na mężczyznę, z coraz większym trudem utrzymując równowagę na barowym krześle.
- Nie ma pani już dosyć? Może wystarczy?
- Nie twój interes- ja płacę, ja wymagam- stwierdziła krótko i kolejny raz zachwiała na stołku. Pracownik knajpy westchnął cicho, jednak napełnił kolejną szklankę wodą ognistą. Wypiła jednym łykiem.
- Diana? Co ty tutaj robisz?- usłyszała męski głos za plecami. Z trudem odwróciła głowę, a jej oczom ukazała się sylwetka wysokiego, długowłosego blondyna. Daniel von Guben.
- O, witam jaśnie pana!- próbowała się skłonić, ubawiona własnym dowcipem. - Co słychać w wielkim świecie?
- Przestań. Jesteś tu sama?
- Jak widać. I wiesz co? Dobrze mi z tym. Przynajmniej raz w życiu robię co chcę i nikt mi nie stęka, że popełniam błąd. Czysta swoboda- znów zachichotała na słowo "czysta". - Napijesz się ze mną? Za wolność! Jeszcze jedna, panie barman!
- Jesteś kompletnie pijana!- Niemiec przyglądał jej się z mieszanką zdziwienia i nagany. Nigdy się tak nie zachowywała.
- I sam na to wpadłeś, Sherlocku? Poza tym, khe, wcale, khe, nie jestem pijana. Dopiero, khe, mam zamiar. Jeszcze raz, khe, to samo!
- Tej pani już wystarczy. Diana, idziemy stąd- stwierdził stanowczo i pociągnął dziewczynę za rękę. Natychmiast próbowała się wyrwać.
- Nigdzie stąd nie idę! Zostaję! Chcesz to sam idź!- rozejrzała się po ladzie. - Gdzie mój drink?
- Już dosyć wypiłaś, idziemy stąd.
- Nie! Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić, rozumiesz? A już na pewno nie ty! - spojrzała mu głęboko w oczy. - Już się ciebie nie boję, więc bynajmniej nie muszę się słuchać.
- Diana...- westchnął ciężko na samo wspomnienie wydarzeń z przeszłości. - Chodź już- znów próbował pociągnąć ją za nadgarstek.
- A zatańczysz ze mną?- wypaliła z nową falą euforii.
- Nie teraz, idziemy.
- Nie! Teraz! Chcę się bawić! Gdzie jest moja wódka?!
- Jutro potańczymy. Dzisiaj naprawdę masz już dosyć.
- Rany, jaki ty jesteś marudny... (...)
Nie zważając na protesty dziewczyny, wyciągnął ją na nocną ulicę. Blondynka praktycznie nie była w stanie ustać na własnych nogach, więc jedynym ratunkiem dla równowagi było wyciągnięte ramię Daniela.
- Wiesz co? Nie obchodzi mnie co o tym myślicie. Kiedyś sama znajdę kogoś dla siebie i to będzie moja decyzja, rozumiesz? Moja! I nikt mi nie będzie niczego narzucać! Ani moja matka, ani nawet świrnięta babka, której się wydaje, że może mnie związać z kimś testamentem. Od dzisiaj sama o sobie decyduję, o!
Dziewczyna wyrzucała z siebie całą złość i gorycz ostatnich wydarzeń, on natomiast nie mówił nic. W milczeniu prowadził ją chodnikiem, co chwila powstrzymując od upadku. Nie była wstanie zachować nawet pozorów równowagi. Najgorzej jednak było, kiedy w przypływie alkoholowych uniesień próbowała wkroczyć na środek ulicy. Tuż pod rozpędzony samochód. W ostatniej chwili złapał ją za rękę i pociągnął mocno do siebie. Cała akcja była jednak zbyt gwałtowna, a Diana ze wszystkiego straciła przytomność, lądując prosto w objęciach blondyna. W blasku ulicznego światła przyjrzał się jej delikatnej twarzy. Mimo pijanego stanu nadal była piękna. Z kolejnym westchnieniem tego wieczoru wziął ją na ręce i zabrał w mrok nocy.
(fragment przeznaczony do którejś z części TWSa, bodaj do "Jak rozpętałem...". Generalnie fragment spisany tu, więc znaczek "(...)" nie ma racji bytu, ale myślę, że byłoby w tym miejscu więcej treści)

Nie pytajcie o więcej, nie ma sensu wyjaśniać. Jedyne co, to spisując tę scenę zatęskniłam strasznie do postaci Diany i Daniela :) Dawno do nich nie zaglądałam, a Daniel chyba postanowił wtrącić swoje kolejne grosze do tej relacji. Tia, szukałam jakiegoś trójkącika do spisania, w sumie romanse bliźniaków von Guben nie byłyby złą opcją. Może czas spisać szacowne "Jak dwie krople wody", a właściwie z racji banalności pierwszej wersji tytułu "Jak dwie krople wódy", hihi. Tak, wiem, że jestem niepoprawna i niereformowalna.

Co do historii, mam ochotę coś popisać, potworzyć, stworzyć. Łażą za mną dark romanse i inne wizje skrętowskie, a pod wpływem nowo odkrytej historii, o której za chwilę, mam ochotę spisać coś własnego. Pierwotnie chciałam "Ciemną stronę róży", ale po wizycie u Lill nie jestem w stanie. Nie jestem w stanie wyrobić na słowo "Justysia", a główną bohaterkę przyszło mi do głowy ochrzcić jako Justynę...^^' Lill, nie lubię Cię za to!
Poza tym jeśli nie "Ciemna..." to co? Mam ochotę na nowe dzieło, krystalizuje mi w głowie pod natchnieniem dzieł wszelakich i zaczyna podobać. Zwłaszcza motyw z cieniem. Kurcze, najchętniej połączyłabym to wszystko z "Białą..."! Mam ochotę..eee.. udoroślić Białą. Tylko, że Biała już jest skrystalizowana i nowe wątki by do niej już nie pasowały :/ No, chyba, że stworzyć od nowa Białą ver. 3.0, w końcu obecna też ma się kiepsko do pierwotnej. Tia, a teraz mam ochotę na powrót do pierwszej^^'
A w ogóle, a w ogóle, słuchajcie- opowiem wam dowcip! Dowcip, który powala wszystkich z nóg, a po wysłuchaniu go, nikt nie będzie już taki sam. Czytacie na własną odpowiedzialność. Gotowi? 3...2...1...

Wchodzi Avil do księgarni
Koniec dowcipu.

Tak, wiem, że jestem walnięta, ale za to mnie przecież kochacie. Acz to i fakt, Avil była w księgarni. Służbowo, bo służbowo, ale była. Jakiś czas wcześniej nawet z własnej, nieprzymuszonej woli. I, uwaga, uwaga, z własnej, nieprzymuszonej woli ma ochotę kupić sobie... książkę!
Tak, tak, niemożliwe, a jednak. Wciągnęłam się. Przypadkiem coś mnie podkusiło do przejrzenia jednej w sklepie i wciągło mnie. Wciągnął mnie serial, którego niestety tylko fragmenty są dostępne na YT. Ale za to fragmenty, które mnie by najbardziej interesowały, więc nie jest źle. No i jak to ja, musiałam się zakochać w motywie zwanym wdzięcznie Delena, co zaowocowało nowym kochankiem na mrocznej liście ;] Mam dziwną inspirację na tematykę całej historii, chcę pełne odcinki wersji serialowej i w sumie mogę chcieć książkę, choć gdzieś słyszałam, że od serialu gorsza, ale może to prawdą nie być. W każdym razie skoro już była służbowo w księgarni, a po wejściu do budynku na pierwszej półce powitała mnie cała seria powyższych, z entuzjazmem doń ruszyłam, jednak cena 40 zł odstraszyła moją radość. Nawet jeśli to cena za ku prawdzie 3 książki.

I jeszcze w kinie znowu mi robią napaść filmów, na które bym się wybrała. Ach, mój biedny portfel...



Avil 26/02/2013 20:25:38 [komentarzy 3] Wypełnij pustkę

"Am Ende bleib ich doch alleine... (...) und mir ist kalt ..."

I znowuż dawno notki żadnej nie było... Odwykłam chyba od pisania. Wydarzyło się wiele, uzbierało jeszcze więcej, a zastanawiam się, czy chcę jeszcze pisać, czy jest jakiś sens... Miało być wesoło. Miało być radośnie. Miało być szczęśliwie. Choć raz, dla odmiany piękna notka. Ale jednak takiej nie będzie. Wszystko się zmieniło... Ale już trudno, przeżyłam to, przełknęłam, jest lepiej, niewiele ale jednak. Ale.. po kolei.

"A z tą szczerością- masz rację. Zostawmy ją biedakom co prócz niej niczego nie mają, a sami.. prowadźmy grę..." Czyli "Reszta jest sprawą Skali!"

Innymi słowy zacznijmy jednak od rzeczy przyjemnej :) "Czułość" się udała, było fajnie :) Tylko brakuje mi kurcze tych ciągłych prób, ćwiczenia tekstów, chodu, nawet szukania stroju. Zżyłam się już chyba z Hermą, dziwna z niej babka, ale czegoś tam się chyba nawet od niej nauczyłam, a ona ode mnie. I za to chyba właśnie najbardziej kocham teatr. Pobyć w cudzej skórze to jedno, ale ile można się dowiedzieć o postaci przez długie godziny treningu. Ile można się dowiedzieć.. o sobie. Dziwne, ale ta rola dała mi wiele. Ciekawe, że to przez teatr przyszło mi się zmierzyć z ważnymi i trudnymi dla mnie ograniczeniami. Teatr to coś więcej moi mili. Teatr to porządna walka z sobą, przełamywanie siebie pod wieloma względami, wcale nie w negatywnym sensie. Trudne były przygotowania, ale myślę, że jakoś wyszło :) Szkoda tylko tych świateł bez sensu i zaczepionego szlafroka^^' No, ale dzięki za Drakulę w tle- od razu łatwiej wejść w Lady Wampir xP Pograłabym se jeszcze :) Tak, mam wieczny niedosyt teatru, wieczny niedosyt sceny. Zaskakująco szybko poszedł występ, nawet nie zdążyłam mieć tremy tym razem, hihi. No, albo za bardzo wczułam się w postać- jej trema nie przystoi xP Oj, brakuje mi głupawek na próbach, nawet wariackiego dnia wcześniej z ganianiem wte i we wte po mieście przewożąc rzeźby, udzielając wywiadów i innych :) Tak, chciałabym drugi występ w CEIKu, tym razem stanąć na tamtej scenie prawdziwie, a nie tylko technicznie. A prowadzenie imprezy też mnie jednak nie satysfakcjonuje w pełni ;P

"Trzy noce płakałem z deszczem bojąc się tego... Malując na piersiach krzyż swoją krwią..."

Wiecie... Może dobrze, że nie pisałam notki od razu.. Zdążyłam chyba już trochę się pozbierać, a rozpaczanie na Cyganie nie mam już najmniejszego sensu...
Miało być pięknie. Nawet lepiej- było pięknie! Było, jak być powinno. Nie czułam się tak wcześniej- po raz pierwszy to było PRAWDZIWE. Tak przynajmniej wtedy myślałam. Były piękne chwile, niespotykane. Był niezapomniany dzień. Dzień wspaniały. Dzień do którego chyba nie warto tu już wracać. Niech pozostanie tylko w moim sercu...
Tak było pięknie. To był piękny sen.
Ale z każdego snu trzeba się kiedyś obudzić. Takie sny nigdy nie trwają wiecznie, szkoda, że jeszcze się tego nie nauczyłam... Pobudka jest bolesna, bardzo bolesna. Ale nie mogę przecież śnić wiecznie pustego snu, a tylko to zostało po całej sytuacji. Szkoda, naprawdę szkoda, że tak się to potoczyło.
Wcześniej padłyby tu inne słowa, gorsze słowa. Ale minęło już trochę czasu, którego z resztą nie mam teraz zbytnio na pisanie nawet... Cóż, nie byłam do użytku kilka dni, ale albo nadmiar nauki do egzaminów, do której jakoś się zabrałam, a teraz walka o Niemcy zrobiły swoje, albo też rzeczywiście podziałała reakcja obronna organizmu (tak, Cygan lubi eufemizmy^^')...
Trudno, tak widać miało być. To było jak jeden z tych megarealistycznych snów. Ale, przeżyłam D., przeżyłam G, to przeżyję i to... Wróciłam do punktu wyjścia.. Jakby nic się nie zmieniło... Jakby tej całej sytuacji nigdy nie było... Czuję się tak samo źle jak przedtem... Nie wiem już powoli, czego tak naprawdę chcę, co mam robić, jak żyć... Czy moje marzenia mają sens? Po co mi była ta cała sytuacja? Po coś jednak była... Cóż, i tak najciekawsza jest zagadka tajemnego trójkąta, który od dobrych kilku lat działa w moim życiu... Ech, a może i tak się wyniosę kiedyś do Wyklętego? Wiele to mi już chyba nie szkodzi, a i tak byłam zawsze masochistką^^' Ech...
Wierzę, w to co usłyszałam. Jeśli naprawdę tak chciał, to to przyjmuję. I tak nie mam innego wyjścia... Ale nie wierzę w główny powód. Nie wierzę w "nie chcę, ale to nie znaczy, że nie chcę"... Albo się chce, albo nie. Wprawdzie są wypadki pośrednie, ale one mają swoje powody i racje. Ale... dobra, zostawmy już może lepiej ten temat.

Wiesz, Łuczniku, sądząc po stanie, w jakim piszę te słowa mogłabym powiedzieć, że miałam rację, pisząc Ci ostatnie słowa. Ale piątkowy wieczór uświadomił mi jednak, że się myliłam. Młode serce nadal krwawi. Momentami może nawet bardziej niż przed całą tą sytuacją.. Wracają stare, dobrze znane bóle... Ale cóż, na razie muszę żyć dalej.

Szykuję się na Niemcy. I powiem, że coraz bardziej się boję. Nie wiem czy dam radę.

"Wypłyń na głębię"
Mam nadzieję, że wie co mówi. Bo ja to się rzucam chyba na środek oceanu...



Avil 18/02/2013 16:08:40 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę

Frohe Weihnachten!

Jako że tradycja to tradycja i tradycję pielęgnować należy, życzenia Cygańskie znów się pojawiają :)

Lill: Kochana, Tobie radości, miłości, Rosji, żużla, Cara w wannie (czytała w końcu Upiorzycę?), książek pod każdym względem tego słowa, i w ogóle najnajnaj :*:*:*

Pioy: Wszelkiej radości, szczęścia, miłości, mniej wkurzających wykładowców, nie-znanej psychopatyczności, wytrwałości do laborek i inszego najnaj :)

Ziemo: radości, uśmiechu i ciepłego przyjęcia pewnej książki ;) Piłki i żużla i mniej wkurzającego szefa :P

Dorsz: Kochana, miłości, szczęścia, opieki dobrych Aniołów, radości, sukcesu w Melodii i mniej problemów na studiach :*:*:*

Łucznik: Jak nazwa Twa mówi łuków, mieczy i innych "zabawek" :P Choć życzenia skórzanych sobie jednak daruję ;P

Anya: Paskudo moja, radości, uśmiechu, miłości i szczęścia w życiu :) Koncertów, festiwali i innych przyjemności :)

Justyna: Szczęścia, miłości, uśmiechu i radości życia :) Koncertów i festiwali również wielu ;)

Limonka: Radości, uśmiechu, szczęścia, miłości, koncertów i zabawy w życiu :)

Wybaczcie, że tak krótko, ale czas goni, a roboty wiele :) Wszystkim wesołych i radości na Nowy Rok!

FROHE WEIHNACHTEN!!! :)



Avil 24/12/2012 15:19:18 [komentarzy 5] Wypełnij pustkę

"Und so kommt es, dass das Wasser in den Meeren salzig ist..."

"Und der Haifisch der hat Tränen
Und die laufen vom Gesicht
Doch der Haifisch lebt im Wasser
So die Tränen sieht man nicht

In der Tiefe ist es einsam
Und so manche Zähre fließt
Und so kommt es, dass das Wasser
In den Meeren salzig ist"

Kurcze, pokochałam tę piosenkę. Jest w tym tekście coś niezwykłego.. Dobre na hymn Tria El ;P Aż miałoby się ochotę pociągnąć Cykl, choć w sumie przydałoby mu się totalne przetworzenie, o dziwo, Biała jest chyba już bardziej dojrzała w wyrazie. Ech, nie ważne, nie o tym chciałam. A co do pieśni wspomnianej, to ostatnio miałam (mam?) straszliwą manię na Rammsteina i cóż z tego, że zespół owy zaczął mi się kojarzyć w sposób dziwny i tajemny... Ale jeszcze nie teraz...

Zgodnie z obietnicą należałoby poświęcić kolejny akapit postaci Łucznika, który domagał się tego zaszczytu :P (ale masz świadomość, że za poświęcenie akapitu powinieneś pozostawić ślad pod spodem?) I generalnie postaci Łucznika dziękuje się jeszcze raz za wsparcie finansowe na łuczniczy film ;) Po filmie stwierdzam jedno- ja też ce na urodziny własny łuk!!! Ejć, i wtedy tak sobie wsiąść na konia, strzała pod palcami... mhrrr ;] No tak, jak się w dzieciństwie naoglądało pewnej postaci, która tak spędzała życie, to wyrosło co wyrosło... ;P

Wakacje przeminęły, trochę byłoby do wspominania, szkoda, że czasu teraz mało, można by ku tradycji Krowiej zrobić podsumowanie :) Nie wspomniane zostało na Cyganie wyjazdo nad morze, a jakoś na opis sił nie mam, więc się tylko podziękuje towarzystwu za.. towarzystwo ;)
Mnie tymczasem mocno dopadł SKW, z którym jak zwykle ciężko walczyć... Ale jakoś trzeba się przełamać, żyję nadzieją. A nawet nadziejami... Zobaczymy co życie da, zaczynam się przyzwyczajać do zmian, szukać pozytywów... A co dalej, to będzie i tyle.
Za to za Kloszem się stęskniłam i brakowało mi tych pięknych prób :)

Życie się zmienia, ja się zmieniam i zmienia się sytuacja.. Coraz dziwniej się z nią czuję, ale.. jest to jak najbardziej miłe odczucie. Nie, jeszcze za wcześnie na nadzieję, nie chcę... boję się...
Boję się znów wejść za wcześnie i znów źle z tym skończyć.
Ale ta sytuacja wydaje się taka inna od wszystkich... Może właśnie dlatego. Może dlatego, że rozwija się swoim tempem? Może dlatego, że mam świadomość jak ciężką byłaby drogą? To nie będzie łatwa droga, już to czuję pod skórą. To byłby krzyż. I prawdopodobnie w drugą stronę- ja też byłabym krzyżem. Ale myślę, że to dobry krzyż, taki mogłabym nosić... Heh, ciekawe czemu tak mocno kojarzy mi się wdzięczne opowiadanie o wyborze własnego krzyża..
Ale Krzyż ma i inne znaczenie, większe, piękniejsze. I może dlatego gdzieś w sercu zaczynam odczuwać nadzieję. Nadzieja... Nie wiem, czy powinna tu być, nie wiem, czy nie za wcześnie. Żyję obok niej, czekam na rozwój wypadków... Dziwne uczucie... A ostatnio kolejny krok naprzód.. Miło, naprawdę sobie zyskuje...
Chyba zaczynam się bać... I to w zupełnie inny sposób, niż do tej pory... Lękiem prawdziwym, potrzebnym, świadomym... Co ciekawe, dzięki pewnej historii o powszechnie podzielonej opinii, zaczęłam się naprawdę głęboko nad tym wszystkim zastanawiać. Może i historia banalna, ale doprowadziła mnie do tak głębokich refleksji, że zaczynam ją na nowo coraz bardziej doceniać. Ale z refleksji wyrósł lęk, wreszcie sprecyzowany i myślę, że dobrze, że mam wreszcie jego świadomość. I może dobrze, że właśnie w tym momencie, wcześnie, bo może teraz można jeszcze będzie coś z nim zrobić, nauczyć się...

Ciekawe, że w ogóle to wszystko działo się akurat w takiej kolejności i w takich momentach życia... No proszę, a jednak rzeczywiście mieli rację. Nie nastawiaj się tak, bo może się jeszcze okazać, że będzie na odwrót. Heh. Chociaż "będzie" to chyba jeszcze nadal za dużo powiedziane. A może właśnie...? Nie, nie poruszajmy tego jeszcze...

I jak tu wątpić w Opatrzność?

 

PS No, i zapomniałam wspomnieć o Wesołym Wagonie w pociągu :D Kurcze, jeszcze nie miałam tak przyjemnej i radosnej podróży, wspaniali ludzie :D Już dawno tak szybko czas nie zleciał i tyle się nie naśmiałam, szkoda tylko, że kontaktu żadnego się nie podłapało, bo naprawdę towarzystwo niesamowite :) I DBtka ładna, hihi ^^ I pamiętajcie- nawet jak będzie koniec świata, to kaseta magnetofonowa przetrwa wszystko! :D



Avil 7/10/2012 15:54:55 [komentarzy 1] Wypełnij pustkę


O sobie samej...

Nosiła czarną koszulę, miała oczy pełne łez, a na imię jej było Avil... Pełno było takich miejsc, w których chciałaby być... Płakała z deszczem i nocą, szukając swoich gwiazd... Pytała wciąż o to samo...
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... Gdzie jest mój dom... dom... dom...
Lato wybuchło miłością i biegła odtąd jak biała, szalona wilczyca... Lecz siły coraz mniej miała w drodze we mgle... Może kiedyś pójdą razem szukać nowych gwiazd... Pytając wciąż o to samo:
Kiedy skończy się taka droga i gdzie... gdzie jest nasz dom... dom... dom...


"Wiec zostaje tylko to..."

2013
Grudzień
Listopad
Maj
Kwiecień
Luty
2012
Grudzień
Październik
Sierpień
Kwiecień
Luty
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Ksiega przemian

Zostaw odcisk łapki


Fajnie, ze jestescie...

blog Lill
blog Ulki
blog Czarnusi
blog Ani M
wilki
więcej wilków
jeszcze więcej wilków
pomóż ratować wilki!
WILKI- zespół
Wilcze Stado
War&Love- strona Roberta G.
Stadne forum
Strona Moniki G.
MADAME
Przystań Ocalenie
blog Nuteczki
blog Doroty
blog Ziema